Odepchnęłam go od siebie gwałtownie. Oddalił się ode mnie o kilka kroków. Patrzył na mnie z podniesioną jedną brwią do góry.
- Ej, o co ci chodzi? – spytał zdziwiony.
Otworzyłam usta, jednak nie wiedziałam, dla czego go od siebie odepchnęłam. Coś we mnie rozkazało mi to zrobić, może rozum?
Westchnął i z powrotem się do mnie zbliżył. Schylił się, ponieważ był o głowę wyższy. Położył dłoń na moim policzku.
- Głupia – wyszeptał.
Nic nie powiedziałam. Nie odsunęłam się. Pozwoliłam mu na ponowienie pocałunku, po mimo tego jak mnie nazwał. Może i jest to prawdą. Postanowiłam przestać o tym myśleć. Ważne, że teraz mnie chciał.
Stanęłam na palcach jeszcze bardziej się do niego zbliżając. Odsunął się powoli, a ja nadal czułam nie dosyt. Chciałam, aby obdarował mnie jeszcze większą porcją czułości.
W jego kieszeni zaczął wibrować telefon. Szybko po niego sięgnął i odebrał.
- Yhym… Tak… Już jadę kochanie…No pa – słyszałam tylko to, co on mówił.
Kochanie… Jak mogłam zapomnieć?!
- Przecież… Przecież… Przecież ty masz dziewczynę! – krzyknęłam roztrzęsiona.
Usiadłam na łóżku i podkuliłam nogi pod brodę. Szargały mną wyrzuty sumienia. W moich oczach pojawiły się łzy.
- Oj tam, to nic takiego – powiedział obojętnie.
Usiadł obok mnie i przytulił do siebie.
- Nic do niej nie czuję.
Nic nie rozumiałam. Odsunęłam się od niego wstając.
- To, dlaczego z nią jesteś? W pewnym sensie zdradziłeś ją ze mną! – krzyknęłam.
Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- To ciebie kocham, zerwę z nią dla ciebie – powiedział przekonywująco.
Spojrzałam w jego oczy.
- Naprawdę? – wyszeptałam z nadzieją.
Pokiwał głową na „tak”. Musnął najpierw mój lewy policzek, a potem prawy, aż w końcu usta. Zamknęłam oczy. Zarzuciłam ręce na jego barki.
- Muszę iść – powiedział ze smutkiem.
Musnął jeszcze raz moje wargi i wyszedł. Padłam na łóżko szczęśliwa. Postanowiłam iść do kawiarni na ciastko i kawę. Założyłam kurtkę, zmieniłam buty. Rodziców jak zawsze w piątek nie było, więc zamknęłam na klucz drzwi. Nie miałam daleko, dlatego już po pięciu minutach doszłam. Zamówiłam szarlotkę i białą kawę. Uśmiechałam się wesoło. Zobaczyłam jak do pomieszczenia wchodzi mój jedyny przyjaciel, pomachałam do niego. Szybko do mnie podszedł. Usiadł na krześle naprzeciwko mnie.
- Co ty wyprawiasz? – spytał z wyrzutem.
- O co ci chodzi? – spytałam zdziwiona.
Kelnerka przyniosła moje zamówienie i spytała, co chce mój przyjaciel. Poprosił zwykłą kawę, a kelnerka po złożeniu zamówienia odeszła.
- Rafał mi się pochwalił, że niedługo przeleci następną dziewczynę, że jest na dobrej drodze do tego. Podobno chodzi o ciebie – powiedział szybko.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie to nie może być prawda!
- Kiedy on mi powiedział, że mnie kocha – wyznałam cicho.
Kelnerka podała kawę, a on podziękował. Patrzyłam na niego czekając, aż coś w końcu powie.
- Danka, on tak mówi każdej – stwierdził pewnie.
Parzył w moje oczy, czekając na jakąkolwiek reakcję. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Zakryłam dłonią usta. Wierzyłam mu w końcu to mój przyjaciel.
- Proszę nie mów, że jesteś w nim zakochana – prosił z rozpaczą.
- Nie – zaprzeczyłam szybko – tylko nie wierzę, że dałam się nabrać.
Spojrzałam ze smutkiem na szarlotkę, na którą straciłam już apetyt. Dokończyłam kawę tak jak i on. Zapłaciłam, wyszłam z lokalu kierując się w stronę parku. Chłopak szybko mnie dogonił.
- Hej!
Objął mnie ramieniem. Przystanęłam, objęłam go, a on zaczął gładzić moje plecy pocieszając. Cieszyłam się, pierwszy raz się do niego przytuliłam, choć od tak dawna o tym marzyłam. Usiedliśmy na ławce.
- Może za bardzo pragnęłam chłopaka, który by mnie kochał? – zaczęłam się zwierzać.
- Może nie potrzebnie szukasz?- odpowiedział pytaniem.
Westchnęłam. To, co powiedział zabolało.
- Nie potrzebnie w ogóle liczę na tą głupią miłość – powiedziałam z lekką złością.
Rzuciłam kamykiem leżącym obok ławki przed siebie. Poprawiłam włosy ręką i spojrzałam na niego.
- Nie o to mi chodziło.
Zagryzł wargę i spojrzał się w dal.
- To, o co? – spytałam zaciekawiona.
- Bo może – odwrócił się w moją stronę – już jakiś jest w tobie zakochany, ale boi się do tego przyznać?
Roześmiałam się. Tymon odwrócił wzrok, najwyraźniej speszony.
- Marzenie ściętej głowy. Ktoś zakochany we mnie? Coraz bardziej w to wątpię – dodałam smutno z żalem.
Chłopak przytulił mnie. Wciągnęłam nosem jego pociągający zapach, zamykając oczy.
- A co jeśli ja jestem tym chłopakiem? – spytał szepcząc mi do ucha.
Odsunęłam się od niego. Wiem, że sobie żartuje. Jednak chyba nadeszła pora, aby przyznać się do swoich uczuć. Spojrzałam w dal za nim.
- Było to spełnieniem moich marzeń. Nie tylko jakiś chłopak by mnie kochał, ale ten, na którym najbardziej mi zależy - przerwałam na chwilę - jestem w tobie zakochana.
Popatrzyłam na niego. Uśmiechnął się do mnie lekko. Nic nie rozumiem. Kpi sobie ze mnie czy może naprawdę jest we mnie zakochany?
Dotknął dość niepewnie mojej ręki. Splótł nasze palce.
- Zostaniesz… Zostaniesz moją dziewczyną? – spytał niepewnie.
Otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Ty naprawdę…?
- Tak, jestem w tobie zakochany od jakiegoś miesiąca – zagryzł dolną wargę.
Objęłam jego szyję ramionami, przytulając się do niego. Zaczął gładzić moje plecy.
- Tak – wyszeptałam.
Odsunął mnie od siebie szybko i spojrzał w oczy. Tymon ma piękne oczy, takie błękitne, hipnotyzujące.
- Zgadzasz się? – dopytywał.
- Tak – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
Wstał z ławki i podniósł mnie do góry kręcąc w koło. Zapiszczałam, po czym zaczęłam się głośno śmiać. Znów się do niego przytuliłam. Oboje śmialiśmy się przepełnieni wewnętrznym szczęściem. Co za zwariowany dzień!
- Crazy! – niemal wykrzyczałam.
- Zamierzasz rywalizować ze mną o nią? – usłyszeliśmy pytanie.
Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w stronę, z której dobiegał głos. Zobaczyliśmy lekko wściekłego Rafała. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Przecież ty już masz mnóóóóstwo dziewczyn – zaznaczył z szerokim uśmiechem Tymon.
- Po za tym, ja już jestem jego – usnęłam policzek chłopaka.
Roześmialiśmy się z miny Rafała i trzymając za rękę ruszyliśmy na przód aleją.
____________________________________________________________
Dzięki za wszystkie komentarze i jeszcze raz przepraszam, że tak rzadko dodaję notki.
- Ej, o co ci chodzi? – spytał zdziwiony.
Otworzyłam usta, jednak nie wiedziałam, dla czego go od siebie odepchnęłam. Coś we mnie rozkazało mi to zrobić, może rozum?
Westchnął i z powrotem się do mnie zbliżył. Schylił się, ponieważ był o głowę wyższy. Położył dłoń na moim policzku.
- Głupia – wyszeptał.
Nic nie powiedziałam. Nie odsunęłam się. Pozwoliłam mu na ponowienie pocałunku, po mimo tego jak mnie nazwał. Może i jest to prawdą. Postanowiłam przestać o tym myśleć. Ważne, że teraz mnie chciał.
Stanęłam na palcach jeszcze bardziej się do niego zbliżając. Odsunął się powoli, a ja nadal czułam nie dosyt. Chciałam, aby obdarował mnie jeszcze większą porcją czułości.
W jego kieszeni zaczął wibrować telefon. Szybko po niego sięgnął i odebrał.
- Yhym… Tak… Już jadę kochanie…No pa – słyszałam tylko to, co on mówił.
Kochanie… Jak mogłam zapomnieć?!
- Przecież… Przecież… Przecież ty masz dziewczynę! – krzyknęłam roztrzęsiona.
Usiadłam na łóżku i podkuliłam nogi pod brodę. Szargały mną wyrzuty sumienia. W moich oczach pojawiły się łzy.
- Oj tam, to nic takiego – powiedział obojętnie.
Usiadł obok mnie i przytulił do siebie.
- Nic do niej nie czuję.
Nic nie rozumiałam. Odsunęłam się od niego wstając.
- To, dlaczego z nią jesteś? W pewnym sensie zdradziłeś ją ze mną! – krzyknęłam.
Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- To ciebie kocham, zerwę z nią dla ciebie – powiedział przekonywująco.
Spojrzałam w jego oczy.
- Naprawdę? – wyszeptałam z nadzieją.
Pokiwał głową na „tak”. Musnął najpierw mój lewy policzek, a potem prawy, aż w końcu usta. Zamknęłam oczy. Zarzuciłam ręce na jego barki.
- Muszę iść – powiedział ze smutkiem.
Musnął jeszcze raz moje wargi i wyszedł. Padłam na łóżko szczęśliwa. Postanowiłam iść do kawiarni na ciastko i kawę. Założyłam kurtkę, zmieniłam buty. Rodziców jak zawsze w piątek nie było, więc zamknęłam na klucz drzwi. Nie miałam daleko, dlatego już po pięciu minutach doszłam. Zamówiłam szarlotkę i białą kawę. Uśmiechałam się wesoło. Zobaczyłam jak do pomieszczenia wchodzi mój jedyny przyjaciel, pomachałam do niego. Szybko do mnie podszedł. Usiadł na krześle naprzeciwko mnie.
- Co ty wyprawiasz? – spytał z wyrzutem.
- O co ci chodzi? – spytałam zdziwiona.
Kelnerka przyniosła moje zamówienie i spytała, co chce mój przyjaciel. Poprosił zwykłą kawę, a kelnerka po złożeniu zamówienia odeszła.
- Rafał mi się pochwalił, że niedługo przeleci następną dziewczynę, że jest na dobrej drodze do tego. Podobno chodzi o ciebie – powiedział szybko.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie to nie może być prawda!
- Kiedy on mi powiedział, że mnie kocha – wyznałam cicho.
Kelnerka podała kawę, a on podziękował. Patrzyłam na niego czekając, aż coś w końcu powie.
- Danka, on tak mówi każdej – stwierdził pewnie.
Parzył w moje oczy, czekając na jakąkolwiek reakcję. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Zakryłam dłonią usta. Wierzyłam mu w końcu to mój przyjaciel.
- Proszę nie mów, że jesteś w nim zakochana – prosił z rozpaczą.
- Nie – zaprzeczyłam szybko – tylko nie wierzę, że dałam się nabrać.
Spojrzałam ze smutkiem na szarlotkę, na którą straciłam już apetyt. Dokończyłam kawę tak jak i on. Zapłaciłam, wyszłam z lokalu kierując się w stronę parku. Chłopak szybko mnie dogonił.
- Hej!
Objął mnie ramieniem. Przystanęłam, objęłam go, a on zaczął gładzić moje plecy pocieszając. Cieszyłam się, pierwszy raz się do niego przytuliłam, choć od tak dawna o tym marzyłam. Usiedliśmy na ławce.
- Może za bardzo pragnęłam chłopaka, który by mnie kochał? – zaczęłam się zwierzać.
- Może nie potrzebnie szukasz?- odpowiedział pytaniem.
Westchnęłam. To, co powiedział zabolało.
- Nie potrzebnie w ogóle liczę na tą głupią miłość – powiedziałam z lekką złością.
Rzuciłam kamykiem leżącym obok ławki przed siebie. Poprawiłam włosy ręką i spojrzałam na niego.
- Nie o to mi chodziło.
Zagryzł wargę i spojrzał się w dal.
- To, o co? – spytałam zaciekawiona.
- Bo może – odwrócił się w moją stronę – już jakiś jest w tobie zakochany, ale boi się do tego przyznać?
Roześmiałam się. Tymon odwrócił wzrok, najwyraźniej speszony.
- Marzenie ściętej głowy. Ktoś zakochany we mnie? Coraz bardziej w to wątpię – dodałam smutno z żalem.
Chłopak przytulił mnie. Wciągnęłam nosem jego pociągający zapach, zamykając oczy.
- A co jeśli ja jestem tym chłopakiem? – spytał szepcząc mi do ucha.
Odsunęłam się od niego. Wiem, że sobie żartuje. Jednak chyba nadeszła pora, aby przyznać się do swoich uczuć. Spojrzałam w dal za nim.
- Było to spełnieniem moich marzeń. Nie tylko jakiś chłopak by mnie kochał, ale ten, na którym najbardziej mi zależy - przerwałam na chwilę - jestem w tobie zakochana.
Popatrzyłam na niego. Uśmiechnął się do mnie lekko. Nic nie rozumiem. Kpi sobie ze mnie czy może naprawdę jest we mnie zakochany?
Dotknął dość niepewnie mojej ręki. Splótł nasze palce.
- Zostaniesz… Zostaniesz moją dziewczyną? – spytał niepewnie.
Otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Ty naprawdę…?
- Tak, jestem w tobie zakochany od jakiegoś miesiąca – zagryzł dolną wargę.
Objęłam jego szyję ramionami, przytulając się do niego. Zaczął gładzić moje plecy.
- Tak – wyszeptałam.
Odsunął mnie od siebie szybko i spojrzał w oczy. Tymon ma piękne oczy, takie błękitne, hipnotyzujące.
- Zgadzasz się? – dopytywał.
- Tak – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
Wstał z ławki i podniósł mnie do góry kręcąc w koło. Zapiszczałam, po czym zaczęłam się głośno śmiać. Znów się do niego przytuliłam. Oboje śmialiśmy się przepełnieni wewnętrznym szczęściem. Co za zwariowany dzień!
- Crazy! – niemal wykrzyczałam.
- Zamierzasz rywalizować ze mną o nią? – usłyszeliśmy pytanie.
Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w stronę, z której dobiegał głos. Zobaczyliśmy lekko wściekłego Rafała. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Przecież ty już masz mnóóóóstwo dziewczyn – zaznaczył z szerokim uśmiechem Tymon.
- Po za tym, ja już jestem jego – usnęłam policzek chłopaka.
Roześmialiśmy się z miny Rafała i trzymając za rękę ruszyliśmy na przód aleją.
____________________________________________________________
Dzięki za wszystkie komentarze i jeszcze raz przepraszam, że tak rzadko dodaję notki.
Tagi:
ourlife
26.05.2012 o godz. 12:34
komentuj (0)
Leżeliśmy na łące wpatrzeni w obłoki. Położyłam głowę na jego torsie przymykając oczy. Nie musiałam marzyć, wierzyć, prosić o piękną chwilę, bo właśnie jedną z takich przeżywałam. Westchnęłam przeciągle i napawałam się otaczającym nas zapachem.
-Wiesz… - zaczął głaskać mnie po włosach – zastanawiam się…
Wstałam z niego i spojrzałam w jego zielone oczy. Również się podniósł, siedzieliśmy obok siebie.
- Lubię cię… - znów się zatrzymał.
- Ja ciebie też – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Chodzi o to, że… Ja jedynie cię lubię, podoba mi się inna dziewczyna.
Pękło mi serce, poczułam kujący ból w klace piersiowej. Zapewne przez chwile przestałam się uśmiechać. Nie! Muszę być twarda, przynajmniej udawać, że taka jestem!
- Wow, zaskoczyłeś mnie! Nie wspominałeś o żadnej dziewczynie! No opowiadaj szybko jaka ona jest! – mówiłam z udawanym podekscytowaniem.
Uśmiechnął się szeroko. Najwyraźniej jestem dobrą aktorką. Opadł z powrotem na ziemię, a ja nie mogąc już dłużej patrzeć na jego uśmiech nie wywołany przeze mnie, podziwiałam łąkę.
- Cudowna! Najwspanialsza! Ciemna opalenizna, kasztanowe włosy, piwne oczy – rozmarzył się.
Czyli Ta Dziewczyna jest zupełnie inna ode mnie. W moich oczach na chwilę pojawiły się łzy, ale szybko się opanowałam.
- Musicie się koniecznie poznać! – krzyknął szczęśliwy.
- Och czyli już jesteście parą? No jak mogłeś mi tego nie powiedzieć! – szturchnęłam go na żarty, choć w środku rozpadałam się na drobne kawałeczki.
- Yhym… Sorry, ale myślałem, że no wiesz, bardziej mnie polubiłaś i nie chciałem ciebie zranić – ciągnął niepewnie.
- Ej! Oczywiście, że cię kocham tylko tak jak brata – przytuliłam go kiedy z powrotem usiadł.
Nie mogłam dopuścić aby na mnie spojrzał, bo wtedy domyśliłby się, iż kłamię.
- Ja ciebie też siostrzyczko – powiedział słodko.
Później poznałam jego dziewczynę, pasowali do siebie idealnie. Każdej nocy popłakiwałam w poduszkę, ale i tak udawałam, że wszystko w porządku. Jednak tak bardzo ją kochał, poświęcał jej coraz więcej czasu. Czułam, że o mnie powoli zapomina, co jeszcze bardziej bolało. Zazdrościłam jej bardzo, ale z nią był szczęśliwy, nie mogłam nic zrobić. Kilka razy wkurzył się na mnie, wcześniej jednak się to nie zdarzało, bo przerywałam im romantyczne chwile. Nie robiłam tego specjalnie, po prostu dzwoniłam i pytałam się czy w najbliższym czasie się spotkamy, prawie za każdym razem odpowiadał, że nie może.
Usiadłam na hamaku i lekko odepchnęłam się stopami, aby zaczął się bujać. Wspominałam dawne, wspólne chwile, których tak bardzo mi brakuje. Podczas bycia jego siostrzyczką, nie odkochałam się, nie udało się. Moja miłość do niego ani się nie powiększała, ani malała, jest taka sama. Tylko, że teraz już o mnie nie pamięta, zapomniał o swojej siostrzyczce.
Chwyciłam swoją komórkę i wybrałam numer do niego. Chwilę się wahałam, ale w końcu nacisnęłam zieloną słuchawkę. Słychać było jego ulubioną piosenkę, ustawianą na czas oczekiwania. Odebrał.
- Słucham? – powiedział z lekką chrypką.
- Cześć i od razu przepraszam – powiedziałam szybko.
- Misiu – było słychać głos z tyłu.
- Dobra, a po co dzwonisz? – spytał jakby nie obecny.
- Chciałabym się spotkać – na chwilę zabrakło mi tchu – góra dziesięć minut – dodałam.
- No okay za godzinę u ciebie?
- Tak, dzięki. Na razie.
Usłyszałam tylko dźwięk pocałunków, szybko się wyłączyłam. Po moim policzku spłynęła łza, którą szybko wytarłam. Powędrowałam do swojego pokoju, nie po to aby się przebrać, tylko aby dokończyć pakowanie się. Nie obchodziło mnie, że chłopak którego kocham zobaczy, iż jestem ubrana w za duży podkoszulek i stare, zniszczone spodnie. Miałam nadzieję, że powie „Będę tęsknił”, „Koniecznie dzwoń”, ale cóż nadzieja matką głupich. Usłyszałam skrzypnięcie, szybko odwróciłam się w stronę drzwi. Przyszedł.
- Wyjeżdżasz? – spytał patrząc na walizkę.
- Tak i chciałam się pożegnać.
- A spoko – powiedział obojętnie.
Do moich oczu napłynęły łzy już ich nie hamowałam.
- Dlaczego taki się stałeś?! Pamiętasz tamten dzień na łące? Nazwałeś mnie wtedy siostrzyczką, pamiętasz? – niemal krzyczałam na niego.
Po moich policzkach popłynęły łzy.
- Nie rozumiem cię – wymamrotał.
Podeszłam do ściany i oparłam o nie czoło. Próbowałam równomiernie oddychać, jednak nie udawało mi się to.
- Już nią nie jestem! Najwyraźniej jestem już dla ciebie nikim – szepnęłam.
Usiadłam na łóżku.
- To było dawno, dziecinada – prychnął wkładając ręce do kieszeni spodni.
- Dziecinada – powtórzyłam – w którą wierzyłam. Mogłam już wtedy odejść, przestać marzyć, że mnie pokochasz tak, tak naprawdę – ścisnęłam w dłoni pościel.
Spojrzałam na niego smutno. Patrzył na mnie zdziwiony.
- Ko.. Kochałaś mnie? – jąkał się.
- Poprawka kocham, dlatego wyjeżdżam – powiedziałam wstając.
Nie mogłam usiedzieć w miejscu. Ta rozmowa nie miała się tak potoczyć! Nie miałam zamiaru wyznać mu miłości! Nie wiadomo skąd pojawił się przede mną. Chwycił moją twarz w obje dłonie i pocałował delikatnie moje wargi. Odwzajemniałam każdy całus. Nawet jeśli robił to dla śmiechu, aby sobie ze mnie zakpić to i tak spełniało się właśnie moje marzenie.
- Kocham Cię – wyszeptał patrząc w moje oczy, za to w jego było widać szczerość.
Głaskał kciukiem mój policzek.
- Ale wtedy… - nie pozwolił mi dokończyć.
- Speszyłem się, a ty powiedziałaś, że kochasz mnie jak brata tak przekonywująco, że uwierzyłem i odpuściłem. Późnej Zuzka powiedziała, że powinienem ograniczyć z tobą kontakt, zgodziłem się na udawany związek. Myślałem, że szybko to zakończymy, ale kiedy się z nią całowałem, wyobrażałem sobie, że to ty. Tylko dlatego tak długo z nią niby jestem, ona naprawdę kocha kogo innego – tłumaczył.
- Dość skomplikowane – powiedziałam odsuwając się.
Może on zmyślał? Wymyślił całą tą bajeczkę, aby tylko potem się ze mnie pośmiać.
- Proszę uwierz mi, przepraszam, że byłem dla ciebie taki okropny. Naprawdę cię kocham – mówił ze smutkiem.
Otworzyłam usta, aby powiedzieć, że mu wierzę, ale nie pozwolił mi na to. Musnął moją górną a potem dolną wargę. Objął rękami w tali przyciągając do siebie. Zamknęłam oczy zaraz po nim. Przechylił głowę i zaczął całować mnie bardziej pewnie jednak nadal delikatnie. Położyłam jedną rękę na jego policzku, a drugą na ramieniu.
Nie pozwolę mu teraz uciec, nie teraz.
Przesunęłam językiem po jego górnej wardze, pozwalając mu na bardziej dobitne pieszczoty. Wsunął swój język do mojej buzi i drażnił moje podniebienie.
- Dzieciaki – mama wparowała do pokoju.
Szybko od siebie odskoczyliśmy i spojrzeliśmy na nią równocześnie.
- W czymś przeszkodziłam? Muszę szybciej wchodzić! – upomniała siebie.
Wyszła, a my zaczęliśmy się śmiać. Położyliśmy się obok siebie na łóżku.
- Wierzę ci – szepnęłam.
- Nie wyjeżdżaj, proszę – pogładził mój policzek.
- Dobrze – uśmiechnęliśmy się.
Wtuliłam się w niego, on mnie objął. Uśmiechałam się mając zamknięte oczy. Oby było tak już zawsze.
____________________________________________________________
Wow! Dzięki za wszystkie komentarze i przepraszam, że tak rzadko dodaję notki.
-Wiesz… - zaczął głaskać mnie po włosach – zastanawiam się…
Wstałam z niego i spojrzałam w jego zielone oczy. Również się podniósł, siedzieliśmy obok siebie.
- Lubię cię… - znów się zatrzymał.
- Ja ciebie też – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Chodzi o to, że… Ja jedynie cię lubię, podoba mi się inna dziewczyna.
Pękło mi serce, poczułam kujący ból w klace piersiowej. Zapewne przez chwile przestałam się uśmiechać. Nie! Muszę być twarda, przynajmniej udawać, że taka jestem!
- Wow, zaskoczyłeś mnie! Nie wspominałeś o żadnej dziewczynie! No opowiadaj szybko jaka ona jest! – mówiłam z udawanym podekscytowaniem.
Uśmiechnął się szeroko. Najwyraźniej jestem dobrą aktorką. Opadł z powrotem na ziemię, a ja nie mogąc już dłużej patrzeć na jego uśmiech nie wywołany przeze mnie, podziwiałam łąkę.
- Cudowna! Najwspanialsza! Ciemna opalenizna, kasztanowe włosy, piwne oczy – rozmarzył się.
Czyli Ta Dziewczyna jest zupełnie inna ode mnie. W moich oczach na chwilę pojawiły się łzy, ale szybko się opanowałam.
- Musicie się koniecznie poznać! – krzyknął szczęśliwy.
- Och czyli już jesteście parą? No jak mogłeś mi tego nie powiedzieć! – szturchnęłam go na żarty, choć w środku rozpadałam się na drobne kawałeczki.
- Yhym… Sorry, ale myślałem, że no wiesz, bardziej mnie polubiłaś i nie chciałem ciebie zranić – ciągnął niepewnie.
- Ej! Oczywiście, że cię kocham tylko tak jak brata – przytuliłam go kiedy z powrotem usiadł.
Nie mogłam dopuścić aby na mnie spojrzał, bo wtedy domyśliłby się, iż kłamię.
- Ja ciebie też siostrzyczko – powiedział słodko.
Później poznałam jego dziewczynę, pasowali do siebie idealnie. Każdej nocy popłakiwałam w poduszkę, ale i tak udawałam, że wszystko w porządku. Jednak tak bardzo ją kochał, poświęcał jej coraz więcej czasu. Czułam, że o mnie powoli zapomina, co jeszcze bardziej bolało. Zazdrościłam jej bardzo, ale z nią był szczęśliwy, nie mogłam nic zrobić. Kilka razy wkurzył się na mnie, wcześniej jednak się to nie zdarzało, bo przerywałam im romantyczne chwile. Nie robiłam tego specjalnie, po prostu dzwoniłam i pytałam się czy w najbliższym czasie się spotkamy, prawie za każdym razem odpowiadał, że nie może.
Usiadłam na hamaku i lekko odepchnęłam się stopami, aby zaczął się bujać. Wspominałam dawne, wspólne chwile, których tak bardzo mi brakuje. Podczas bycia jego siostrzyczką, nie odkochałam się, nie udało się. Moja miłość do niego ani się nie powiększała, ani malała, jest taka sama. Tylko, że teraz już o mnie nie pamięta, zapomniał o swojej siostrzyczce.
Chwyciłam swoją komórkę i wybrałam numer do niego. Chwilę się wahałam, ale w końcu nacisnęłam zieloną słuchawkę. Słychać było jego ulubioną piosenkę, ustawianą na czas oczekiwania. Odebrał.
- Słucham? – powiedział z lekką chrypką.
- Cześć i od razu przepraszam – powiedziałam szybko.
- Misiu – było słychać głos z tyłu.
- Dobra, a po co dzwonisz? – spytał jakby nie obecny.
- Chciałabym się spotkać – na chwilę zabrakło mi tchu – góra dziesięć minut – dodałam.
- No okay za godzinę u ciebie?
- Tak, dzięki. Na razie.
Usłyszałam tylko dźwięk pocałunków, szybko się wyłączyłam. Po moim policzku spłynęła łza, którą szybko wytarłam. Powędrowałam do swojego pokoju, nie po to aby się przebrać, tylko aby dokończyć pakowanie się. Nie obchodziło mnie, że chłopak którego kocham zobaczy, iż jestem ubrana w za duży podkoszulek i stare, zniszczone spodnie. Miałam nadzieję, że powie „Będę tęsknił”, „Koniecznie dzwoń”, ale cóż nadzieja matką głupich. Usłyszałam skrzypnięcie, szybko odwróciłam się w stronę drzwi. Przyszedł.
- Wyjeżdżasz? – spytał patrząc na walizkę.
- Tak i chciałam się pożegnać.
- A spoko – powiedział obojętnie.
Do moich oczu napłynęły łzy już ich nie hamowałam.
- Dlaczego taki się stałeś?! Pamiętasz tamten dzień na łące? Nazwałeś mnie wtedy siostrzyczką, pamiętasz? – niemal krzyczałam na niego.
Po moich policzkach popłynęły łzy.
- Nie rozumiem cię – wymamrotał.
Podeszłam do ściany i oparłam o nie czoło. Próbowałam równomiernie oddychać, jednak nie udawało mi się to.
- Już nią nie jestem! Najwyraźniej jestem już dla ciebie nikim – szepnęłam.
Usiadłam na łóżku.
- To było dawno, dziecinada – prychnął wkładając ręce do kieszeni spodni.
- Dziecinada – powtórzyłam – w którą wierzyłam. Mogłam już wtedy odejść, przestać marzyć, że mnie pokochasz tak, tak naprawdę – ścisnęłam w dłoni pościel.
Spojrzałam na niego smutno. Patrzył na mnie zdziwiony.
- Ko.. Kochałaś mnie? – jąkał się.
- Poprawka kocham, dlatego wyjeżdżam – powiedziałam wstając.
Nie mogłam usiedzieć w miejscu. Ta rozmowa nie miała się tak potoczyć! Nie miałam zamiaru wyznać mu miłości! Nie wiadomo skąd pojawił się przede mną. Chwycił moją twarz w obje dłonie i pocałował delikatnie moje wargi. Odwzajemniałam każdy całus. Nawet jeśli robił to dla śmiechu, aby sobie ze mnie zakpić to i tak spełniało się właśnie moje marzenie.
- Kocham Cię – wyszeptał patrząc w moje oczy, za to w jego było widać szczerość.
Głaskał kciukiem mój policzek.
- Ale wtedy… - nie pozwolił mi dokończyć.
- Speszyłem się, a ty powiedziałaś, że kochasz mnie jak brata tak przekonywująco, że uwierzyłem i odpuściłem. Późnej Zuzka powiedziała, że powinienem ograniczyć z tobą kontakt, zgodziłem się na udawany związek. Myślałem, że szybko to zakończymy, ale kiedy się z nią całowałem, wyobrażałem sobie, że to ty. Tylko dlatego tak długo z nią niby jestem, ona naprawdę kocha kogo innego – tłumaczył.
- Dość skomplikowane – powiedziałam odsuwając się.
Może on zmyślał? Wymyślił całą tą bajeczkę, aby tylko potem się ze mnie pośmiać.
- Proszę uwierz mi, przepraszam, że byłem dla ciebie taki okropny. Naprawdę cię kocham – mówił ze smutkiem.
Otworzyłam usta, aby powiedzieć, że mu wierzę, ale nie pozwolił mi na to. Musnął moją górną a potem dolną wargę. Objął rękami w tali przyciągając do siebie. Zamknęłam oczy zaraz po nim. Przechylił głowę i zaczął całować mnie bardziej pewnie jednak nadal delikatnie. Położyłam jedną rękę na jego policzku, a drugą na ramieniu.
Nie pozwolę mu teraz uciec, nie teraz.
Przesunęłam językiem po jego górnej wardze, pozwalając mu na bardziej dobitne pieszczoty. Wsunął swój język do mojej buzi i drażnił moje podniebienie.
- Dzieciaki – mama wparowała do pokoju.
Szybko od siebie odskoczyliśmy i spojrzeliśmy na nią równocześnie.
- W czymś przeszkodziłam? Muszę szybciej wchodzić! – upomniała siebie.
Wyszła, a my zaczęliśmy się śmiać. Położyliśmy się obok siebie na łóżku.
- Wierzę ci – szepnęłam.
- Nie wyjeżdżaj, proszę – pogładził mój policzek.
- Dobrze – uśmiechnęliśmy się.
Wtuliłam się w niego, on mnie objął. Uśmiechałam się mając zamknięte oczy. Oby było tak już zawsze.
____________________________________________________________
Wow! Dzięki za wszystkie komentarze i przepraszam, że tak rzadko dodaję notki.
Tagi:
ourlife
Nie potrafię pisać długich opowiadań, więc to jest krótkie i jednorazowe.
Piękny… Tak się właśnie nazywa. Jestem nim totalnie, bezgranicznie zauroczona, a może i nawet zakochana.
Czas wrócić do rzeczywistości.
Przeczesałam palcami włosy, aby jeszcze bardziej się pofalowały.
Nie wiem, dlaczego idę na tą szkolną dyskotekę, skoro jego tam nie będzie. Och, dziwne rozumowanie, więc, po co chodzę do szkoły, tam też go nie ma.
Uśmiechnęłam się sztucznie i weszłam na sale gimnastyczną, na której już zdążyła dobrze rozkręcić się zabawa. Podeszłam do jednego z kółek i zaczęłam oglądać, co wyprawia mój kolega z klasy w jego środku. Najwyraźniej tańczył jakiś hip-hop, no nie znam się. Patrzyłam jak bardzo się w to angażuje.
-Hymn, witam – powiedział seksownie.
Ten głos mógł należeć tylko do Pięknego. Odwróciłam się szybko, nie było go. Porozglądałam się jeszcze po sali, ale nic.
Najwyraźniej zdawało mi się.
Westchnęłam. Podszedł do mnie Tagi, chwytając za rękę, pociągnął mnie na sam środek koła. Zaczęłam się wspaniale bawić. Tańczyłam chyba z każdym, śmiejąc się przy tym. Oparłam się o ścianę zmęczona zabawą. Przetarłam ręką czoło odsuwając się od ściany.
Wszystkie światła zapaliły się, muzyka przestała grać. Każdy zdziwiony rozglądał się, chcąc dowiedzieć się, co takiego się stało.
- Tęskniłem – wyszeptał do mojego ucha.
Objął mnie od tyłu w pasie, od noża trzymanego w jego ręce odbiło się światło, rażąc mnie. Przesunął narzędziem po mojej szyi, zapewne chytrze się uśmiechając.
Wszystkie oczy były skierowane w naszą stronę, a ja? Stałam w jego objęciach, nie przejmując się, że za chwile mogę nie żyć.
Przesunął moje włosy na lewy bark, robił to bardzo delikatnie, przez co przeszły mnie przyjemne dreszcze. Zamknęłam oczy.
- Wiesz, że się ciebie nie boję – powiedziałam cicho otwierając oczy.
Chłopak odsunął ode mnie nóż i odwrócił mną gwałtownie w swoja stronę. Stałam osłupiała, nie mogłam oderwać od niego oczu.
Imię Piękny jak najbardziej do niego pasowało. Był, jest i będzie piękny, nie ważne gdzie i kiedy.
- Wiem – wyszeptał przy moich ustach.
Musnął subtelnie moje wargi swoimi. Chwycił za rękę prowadząc przez tłum osłupiałych ludzi, również urzeczonych jego urokiem.
Piękny mógłby być Demonem. A może i nim jest?
Otworzył mi drzwi do samochodu, w którym po chwili już siedziałam. Odpalił silnik, przez całą krótką drogę, no przynajmniej tak mi się wydawało, patrzyłam się na niego, ale on ani razu na mnie nie zerknął.
Zaparkował w garażu. Wyszedł z samochodu, a ja poszłam za nim, urzeczona. Znajdowaliśmy się w jakimś pomieszczeniu, zapewne jego pokoju. Usiadł na małej kanapie, patrząc w sufit.
- Dlaczego nikt nie może ze mną normalnie rozmawiać?! – krzyknął wściekły.
Podeszłam do niego i usiadłam na kolanach chłopaka.
- Bo jesteś piękny – nadal mówiłam nim oczarowana.
Moją głowę zajmowało tylko to, jaki on jest piękny, idealny! Mogłabym nie odczuwając głodu, smutku, radości patrzeć na niego godzinami.
- Nie chce być piękny! To jakaś klątwa! – krzyknął.
Spojrzał w moje oczy po raz pierwszy, zawsze unikał mojego wzroku.
Ma cudowne fioletowe oczy. Czy to możliwe? Otworzyłam usta, znów byłam jak z kamienia.
Nawet krzycząc był cudowny, wspaniały, boski!
- Nawet ty… - wyszeptał miał w oczach łzy.
Oprzytomniałam, jakby jego łzy sprawiały, że od nowa stajemy się sobą. Zrobiło mi się przykro, nie chciałam, aby był smutny. Moje uczucia powróciły.
- Hej, nie płacz – powiedziałam z przejęciem.
Teraz on otworzył usta, dotknął moich. Nasze nosy i usta delikatnie się stykały, jednak my byliśmy wpatrzeni w oczy osoby siedzącej naprzeciwko.
- Bądź sobą – wyszeptał.
Nic nie zdarzyłam odpowiedzieć, a może i nie chciałam. Po czym pocałował mnie! Tak na prawdę! Nie jak wczesnej, że tylko jego wargi dotykały moich, teraz tak, tak naprawdę.
Nadal był piękny, cudowny, ale już nie przyglądałam mu się skamieniała i nie mogłam nic robić. Teraz normalnie funkcjonowałam, uważając go za największe bóstwo.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.
- O teraz jestem tylko twój – powiedział.
Nasze czoła stykały się ze sobą, a my dalej spoglądaliśmy sobie w oczy, widząc w nich szczęście i… miłość.
- A ja tylko twoja – powiedziałam cicho akcentując każde słowo.
Przytulił mnie mocno do siebie, jakby bojąc się, iż mu ucieknę. Głupie, nigdy go nie opuszczę! Tylko czy on będzie chciał taką przyczepioną do niego dziewczynę?
__________________________________________________________
Dziękuje za wszystkie komentarze! Zdziwiłam się ich liczbom!
Tagi:
ourlife
No i nadszedł ten dzień, pierwszy raz w nowym otoczeniu, szkole.
Leia przygładziła czarną do kolan spódniczkę ruszając niepewnym krokiem na salę gimnastyczną, na której miał zacząć się dla niej drugi rok szkolny w gimnazjum.
Podniosła wysoko głowę, tak jakby chcąc zaznaczyć, iż na wszystko jest przygotowana. Czuła na sobie wścibski wzrok innych uczniów. Słyszała szepty, śmiechy próbowała nie zwracać na to uwagi, co nie było łatwym zadaniem.
Usiadła na jednym z plastikowych siedzeń wokół boiska do kosza. Na środku ustawiony został stojak na mikrofon.
- Cześć – usłyszała przyjazny głos obok siebie.
Odwróciła się w stronę, z której dobiegał głos.
Na krzesełku obok niej siedział przystojny blondyn z dość ciemną opalenizną i uśmiechał się do niej życzliwie.
- Cześć – przywitała się odwzajemniając niepewnie uśmiech.
- Jesteś nowa, ale spokojnie niedługo przyzwyczaisz się do panującego tutaj rytmu – próbował ją uspokoić.
Nie wiedział z kąt nagle pojawiła się taka pewność siebie, ale widząc niepewność, wahania dziewczyny, postanowił jej pomóc.
Liea zaś odwróciła zmieszana wzrok, przyglądając się z udawanym zaciekawieniem boiskowi.
- A tak po za tym… Jestem Gabriel – starał się podtrzymać rozmowę.
Dziewczyna spojrzała na nowego kolegę i wyciągnęła pośpiesznie dłoń w jego stronę.
- Liea – powiedziała z większą pewnością siebie.
Dziewczyna czułą jak skręca się jej żołądek przez stres spowodowany wątpliwościami, czy aby na pewno się nie zbłaźniła? Już chciała cofnąć dłoń przez zbyt długie oczekiwanie na jej uściśnięcie.
Chłopak szybko złapał rękę dziewczyny, orientując się, iż jest to pewien zwyczaj panujący w miejscowości, w której mieszkała.
- Rzadkie imię – wymamrotał.
Uśmiechał się do niej przyjacielsko, więc nie mogła inaczej postąpić niż odwzajemnić wykonywaną przez niego czynność.
W chłopaku coś drgnęło, gdy zauważył nieskazitelny urok dziewczyny.
- Mogę to samo powiedzieć o twoim imieniu – odparła.
Odwróciła wzrok, nie mogła dalej patrzeć w niebieskie oczy chłopaka, wiedząc, że jeszcze chwila, a zaczęłaby się rumienić.
On zaś stwierdził, że mógłby przyglądać się jej godzinami.
Leia przygładziła czarną do kolan spódniczkę ruszając niepewnym krokiem na salę gimnastyczną, na której miał zacząć się dla niej drugi rok szkolny w gimnazjum.
Podniosła wysoko głowę, tak jakby chcąc zaznaczyć, iż na wszystko jest przygotowana. Czuła na sobie wścibski wzrok innych uczniów. Słyszała szepty, śmiechy próbowała nie zwracać na to uwagi, co nie było łatwym zadaniem.
Usiadła na jednym z plastikowych siedzeń wokół boiska do kosza. Na środku ustawiony został stojak na mikrofon.
- Cześć – usłyszała przyjazny głos obok siebie.
Odwróciła się w stronę, z której dobiegał głos.
Na krzesełku obok niej siedział przystojny blondyn z dość ciemną opalenizną i uśmiechał się do niej życzliwie.
- Cześć – przywitała się odwzajemniając niepewnie uśmiech.
- Jesteś nowa, ale spokojnie niedługo przyzwyczaisz się do panującego tutaj rytmu – próbował ją uspokoić.
Nie wiedział z kąt nagle pojawiła się taka pewność siebie, ale widząc niepewność, wahania dziewczyny, postanowił jej pomóc.
Liea zaś odwróciła zmieszana wzrok, przyglądając się z udawanym zaciekawieniem boiskowi.
- A tak po za tym… Jestem Gabriel – starał się podtrzymać rozmowę.
Dziewczyna spojrzała na nowego kolegę i wyciągnęła pośpiesznie dłoń w jego stronę.
- Liea – powiedziała z większą pewnością siebie.
Dziewczyna czułą jak skręca się jej żołądek przez stres spowodowany wątpliwościami, czy aby na pewno się nie zbłaźniła? Już chciała cofnąć dłoń przez zbyt długie oczekiwanie na jej uściśnięcie.
Chłopak szybko złapał rękę dziewczyny, orientując się, iż jest to pewien zwyczaj panujący w miejscowości, w której mieszkała.
- Rzadkie imię – wymamrotał.
Uśmiechał się do niej przyjacielsko, więc nie mogła inaczej postąpić niż odwzajemnić wykonywaną przez niego czynność.
W chłopaku coś drgnęło, gdy zauważył nieskazitelny urok dziewczyny.
- Mogę to samo powiedzieć o twoim imieniu – odparła.
Odwróciła wzrok, nie mogła dalej patrzeć w niebieskie oczy chłopaka, wiedząc, że jeszcze chwila, a zaczęłaby się rumienić.
On zaś stwierdził, że mógłby przyglądać się jej godzinami.
Tagi:
ourlife
Leia uklęknęła przy kartonowym pudełku, powoli włożyła dłoń i wyciągnęła pierwszą napotkaną rzecz, którą było zdjęcie jej miłości – Tymoteusza.
Chłopak nawet nie wiedział o istnieniu ciemnowłosej skrytej w sobie piękności, a ona była tak niepewna, że wręcz go unikała, aby tylko się przy nim nie zbłaźnić.
Westchnęła i odłożyła fotografię na miejsce rzeczy do spalenia.
Teraz było już za późno, przeprowadziła się do Hiriwii malutkiego państewka, więc pozostaje jej jedynie wreszcie się odkochać.
Ponownie zanurzyła dłoń w pudle i zaczęła wyciągać swoje ubrania, które nijak pasowały do tutejszej mody, więc od razu lądowały na kupce niepotrzebnych klamotów. Spojrzała na zawartość pojemnika, w którym został jej miś.
On, jako jedyny nie zostanie spalony na ognisku w nowym ogrodzie, tylko nadal będzie ją wspierał w trudnych chwilach.
- Widzę, że potrzebne są zakupy – powiedziała czterdziestoletnia kobieta zaglądając do pokoju córki.
- Koniecznie – stwierdziła patrząc na stertę ciuchów.
Do pokoju wpadły dwa nicponie, zakłócając panujący spokój i ciszę. Dziewczyna szybko podniosła się z podłogi, obserwując jak jej bracia rozwalają kupkę ubrań. Westchnęła kiwając z politowaniem głową.
Wielcy odkrywcy badający każdy skrawek nieznanego im świata. To oni cieszyli się, gdy, mama poinformowała o przeprowadzce w odległe miejsce, za lepszą pracą, jednak Leia podejrzewała, że musiało stać się cos naprawdę złego, sądząc po szybkim tempie przeprowadzki.
Obie kobiety zaśmiały się równocześnie patrząc na ganiających się chłopców.
Chłopak nawet nie wiedział o istnieniu ciemnowłosej skrytej w sobie piękności, a ona była tak niepewna, że wręcz go unikała, aby tylko się przy nim nie zbłaźnić.
Westchnęła i odłożyła fotografię na miejsce rzeczy do spalenia.
Teraz było już za późno, przeprowadziła się do Hiriwii malutkiego państewka, więc pozostaje jej jedynie wreszcie się odkochać.
Ponownie zanurzyła dłoń w pudle i zaczęła wyciągać swoje ubrania, które nijak pasowały do tutejszej mody, więc od razu lądowały na kupce niepotrzebnych klamotów. Spojrzała na zawartość pojemnika, w którym został jej miś.
On, jako jedyny nie zostanie spalony na ognisku w nowym ogrodzie, tylko nadal będzie ją wspierał w trudnych chwilach.
- Widzę, że potrzebne są zakupy – powiedziała czterdziestoletnia kobieta zaglądając do pokoju córki.
- Koniecznie – stwierdziła patrząc na stertę ciuchów.
Do pokoju wpadły dwa nicponie, zakłócając panujący spokój i ciszę. Dziewczyna szybko podniosła się z podłogi, obserwując jak jej bracia rozwalają kupkę ubrań. Westchnęła kiwając z politowaniem głową.
Wielcy odkrywcy badający każdy skrawek nieznanego im świata. To oni cieszyli się, gdy, mama poinformowała o przeprowadzce w odległe miejsce, za lepszą pracą, jednak Leia podejrzewała, że musiało stać się cos naprawdę złego, sądząc po szybkim tempie przeprowadzki.
Obie kobiety zaśmiały się równocześnie patrząc na ganiających się chłopców.
Tagi:
ourlife
NIE! KO – NIEC! STOP! NIE!
Główne postacie:
Leia - piętnastoletnia kobieta
Gabriel – szesnastoletni mężczyzna
Eric – siedemnastoletni mężczyzna
Główne postacie:
Leia - piętnastoletnia kobieta
Gabriel – szesnastoletni mężczyzna
Eric – siedemnastoletni mężczyzna
Tagi:
ourlife
Daniel ma rację, kocham jego brata tak naprawdę. Wymusiłam uśmiech, kiedy pojawił się obok mnie, trzymając lody w dłoniach.
- Proszę gałka o smaku cytryny i jabłka. Tak jak chciałaś – powiedział podając mi loda.
Zajęłam się delektowaniem specjału tutejszej knajpki idąc na łąkę. Usiadłam na pniu i spojrzałam na Daniela. Wybuchłam głośnym śmiechem, który był spowodowany wąsami chłopaka od czekoladowych lodów. Patrzył na mnie zdziwiony. Dokończyłam lody równocześnie z nim. Wyciągnęłam jedną chusteczkę z opakowania, podchodząc do niego. Przybrał dziwną minę, nie wiedząc, o co chodzi. Westchnęłam i otarłam jego niby wąsy.
- Ubrudziłeś się – wyszeptałam mu do ucha stojąc na palcach.
Chłopak lekko się zarumienił. Jednak po chwili przysunął mnie do siebie. Jego ręce znajdowały się na moich plecach, a ja nadal uśmiechałam się rozbawiona.
- Nie ma w tym nic śmiesznego – wyszeptał jakby z wyrzutem.
Chciałam zaprzeczyć, ale uniemożliwił mi to. Musnął swoimi wargami moje, lekko je rozchylając. Zamknęłam oczy, a palcami pieściłam szyję chłopaka. Przeszły go ciarki. Odsunął się ode mnie, chwycił moją rękę, splatając ze sobą palce. Usiadł na pniu i pociągnął mnie na swoje kolana. Objął mnie w pasie, a ja oparłam podbródek o jego ramie. Zamknęłam oczy. Daniel w ciszy jeździł wskazującym palcem po mojej ręce, powodując przyjemne ciarki. Musnęłam delikatnie jego policzek i jeszcze bardziej się do niego przytuliłam. Nie przerwał wcześniejszej czynności, widząc zapewne, iż mi się to podoba.
- Wiesz… - zaczął – Podobasz mi się – wydukał niepewnie.
Przestałam się do niego tulić. Przysunęłam swoje usta do jego.
- Wiem – wyszeptałam ponętnie.
Dotknęłam swoimi ustami jego, rozchylając je. Chłopak przejechał językiem po mojej górnej wardze. Zatopiłam palce pomiędzy włosy chłopaka. Przechylił bardziej głowę. Równocześnie zamknęliśmy oczy i oddaliśmy się miłej pieszczocie. Zmieniłam pozycję, na krótką chwile odrywając się od niego, usiadłam w rozkroku na nogach chłopaka. Powrotem odnalazłam usta Daniela, delikatnie przegryzając jego dolną wargę. Wypuścił głośno powietrze przez usta, patrząc na mnie z pożądaniem. Uśmiechnęłam się lekko do niego.
- Zostaniesz… Zostaniesz moją dziewczyną? – wyrzucił szybko.
Zbladłam, jakby wystraszona. Pyta się mnie o chodzenie! Wie, iż go nie kocham, a i tak tego chce. Opuścił głowę ze smutkiem. Zrobiło mi się go żal, coś jakby ukuło w serce.
- Przepraszam… Nie było pytania – dodał.
Nadal patrzył w ziemię. Położyłam palec wskazujący na jego podbródku, podnosząc jego głowę, tak, aby patrzył w moje oczy. Uśmiechnęłam się do niego, próbując odciągnąć go od smutku tkwiącego w oczach. Uświadomiłam sobie coś, chcę mieć chłopaka, kogoś, kto będzie o mnie dbał. Nie kochałam go, ale on najwidoczniej mnie tak, podoba mi się. Przecież nie pyta się mnie o ślub! Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej rozbawiona swoimi myślami.
- Tak, tak… Tak – szeptałam powoli.
Uśmiechnął się szeroko. Położył swoją dłoń na moim policzku, kciukiem dotykając mojej wargi. Pociągał mnie niesamowicie. Zielone tęczówki i oczy patrzące na mnie z uwielbieniem powodowały ogromną radość. Nie chciałam odrywać wzroku od niego. Teraz jest mój, a ja jego.
__________________________________________________________
Dziwię się, że jeszcze ktoś to czyta. Jednak dzięki za wszystkie komentarze ;) Wiem, że krótki, ale nie potrafię pisać dłuższych.
- Proszę gałka o smaku cytryny i jabłka. Tak jak chciałaś – powiedział podając mi loda.
Zajęłam się delektowaniem specjału tutejszej knajpki idąc na łąkę. Usiadłam na pniu i spojrzałam na Daniela. Wybuchłam głośnym śmiechem, który był spowodowany wąsami chłopaka od czekoladowych lodów. Patrzył na mnie zdziwiony. Dokończyłam lody równocześnie z nim. Wyciągnęłam jedną chusteczkę z opakowania, podchodząc do niego. Przybrał dziwną minę, nie wiedząc, o co chodzi. Westchnęłam i otarłam jego niby wąsy.
- Ubrudziłeś się – wyszeptałam mu do ucha stojąc na palcach.
Chłopak lekko się zarumienił. Jednak po chwili przysunął mnie do siebie. Jego ręce znajdowały się na moich plecach, a ja nadal uśmiechałam się rozbawiona.
- Nie ma w tym nic śmiesznego – wyszeptał jakby z wyrzutem.
Chciałam zaprzeczyć, ale uniemożliwił mi to. Musnął swoimi wargami moje, lekko je rozchylając. Zamknęłam oczy, a palcami pieściłam szyję chłopaka. Przeszły go ciarki. Odsunął się ode mnie, chwycił moją rękę, splatając ze sobą palce. Usiadł na pniu i pociągnął mnie na swoje kolana. Objął mnie w pasie, a ja oparłam podbródek o jego ramie. Zamknęłam oczy. Daniel w ciszy jeździł wskazującym palcem po mojej ręce, powodując przyjemne ciarki. Musnęłam delikatnie jego policzek i jeszcze bardziej się do niego przytuliłam. Nie przerwał wcześniejszej czynności, widząc zapewne, iż mi się to podoba.
- Wiesz… - zaczął – Podobasz mi się – wydukał niepewnie.
Przestałam się do niego tulić. Przysunęłam swoje usta do jego.
- Wiem – wyszeptałam ponętnie.
Dotknęłam swoimi ustami jego, rozchylając je. Chłopak przejechał językiem po mojej górnej wardze. Zatopiłam palce pomiędzy włosy chłopaka. Przechylił bardziej głowę. Równocześnie zamknęliśmy oczy i oddaliśmy się miłej pieszczocie. Zmieniłam pozycję, na krótką chwile odrywając się od niego, usiadłam w rozkroku na nogach chłopaka. Powrotem odnalazłam usta Daniela, delikatnie przegryzając jego dolną wargę. Wypuścił głośno powietrze przez usta, patrząc na mnie z pożądaniem. Uśmiechnęłam się lekko do niego.
- Zostaniesz… Zostaniesz moją dziewczyną? – wyrzucił szybko.
Zbladłam, jakby wystraszona. Pyta się mnie o chodzenie! Wie, iż go nie kocham, a i tak tego chce. Opuścił głowę ze smutkiem. Zrobiło mi się go żal, coś jakby ukuło w serce.
- Przepraszam… Nie było pytania – dodał.
Nadal patrzył w ziemię. Położyłam palec wskazujący na jego podbródku, podnosząc jego głowę, tak, aby patrzył w moje oczy. Uśmiechnęłam się do niego, próbując odciągnąć go od smutku tkwiącego w oczach. Uświadomiłam sobie coś, chcę mieć chłopaka, kogoś, kto będzie o mnie dbał. Nie kochałam go, ale on najwidoczniej mnie tak, podoba mi się. Przecież nie pyta się mnie o ślub! Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej rozbawiona swoimi myślami.
- Tak, tak… Tak – szeptałam powoli.
Uśmiechnął się szeroko. Położył swoją dłoń na moim policzku, kciukiem dotykając mojej wargi. Pociągał mnie niesamowicie. Zielone tęczówki i oczy patrzące na mnie z uwielbieniem powodowały ogromną radość. Nie chciałam odrywać wzroku od niego. Teraz jest mój, a ja jego.
__________________________________________________________
Dziwię się, że jeszcze ktoś to czyta. Jednak dzięki za wszystkie komentarze ;) Wiem, że krótki, ale nie potrafię pisać dłuższych.
Tagi:
ourlife
Oparłam brodę o zgięte nogi podsunięte do klatki piersiowej. Czekałam na Daniela. Powinien niedługo przyjść. Wpatrywałam się dróżkę prowadzącą tutaj po chwili wyjawił się z cienia chłopak. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się lekko i podążył w moja stronę. Odwzajemniłam uśmiech. Wstałam, lekko musnęłam jego policzek. Stęskniłam się za nim. Delikatnie chwycił moją dłoń, splatając ze sobą nasze palce. Patrzyłam na niego z uwielbieniem. Zagryzłam dolna wargę, niepewnie patrząc spod rzęs w oczy chłopaka. Po czym opuściłam szybko wzrok, wiedziałam, że czym dłużej będę się wpatrywać w jego zielone tęczówki tym bardziej mnie zahipnotyzują. Daniel położył dłoń na moim policzku, a ja zamknęłam oczy rozkoszując się dotykiem chłopaka.
- Muszę ci coś powiedzieć – wyszeptał ze smutkiem.
Szybko otworzyłam powieki. Chłopak zdjął dłoń z mojego policzka. Miałam ochotę chwycić ją i położyć tam gdzie była, ale wiedziałam, że nie powinnam. Ścisnął mocniej moją rękę. Coraz bardziej się bałam, czułam, iż powie coś, co nas rozdzieli. Otworzyłam usta, a w moich oczach zebrały się łzy. Coś złego się szykuje. Próbowałam nakłonić go wzrokiem do wyrzucenia z siebie słów.
- Andrzej nie chciał się zabić – powiedział szybko ze strachem.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Andrzej sam mi mówił, że chce się zabić.
- Znalazłem to obok jego biurka, kiedy już nie żył – miał łzy w oczach.
Wyciągnął w moją stronę kartkę w kratkę. Wzięłam ją od niego i zaczęłam czytać, co tam pisze. Andrzej pisał za i przeciw, aby popełnić samobójstwo. Więcej było na nie… Nie chciał się zabić! Po moich policzkach zaczęły płynąć strumienie łez. Nie hamowałam ich.
- Dlaczego wcześniej mi tego nie pokazałeś?! – krzyknęłam wściekła.
Chłopak opuścił głowę nic nie mówiąc. Włożył palce pomiędzy swoje włosy i mocno je ścisnął. Nienawidzę go! Andrzej nie chciał się zabić, wiedział o tym od początku. Odbiegłam od niego, kiedy byłam już w cieniu drzew, odwróciłam się. Chłopak siedział na pniu, chyba płakał. Zrobiło mi się go żal. Nie powiedział mi… Ruszyłam dalej biegiem do swojego domu.
Oparłam się o ścianę i z lekkim uśmiechem słuchałam co ma do powiedzenia moja koleżanka. Rozejrzałam się po korytarzu. Po drugiej stronie stał Daniel, patrzył na mnie smutnym wzrokiem. Szybko odwróciłam wzrok, poprosiłam Sarę o przejście gdzie indziej.
Wyszłam ze szkoły. Chciałam iść na łąkę, ale wiązało się z nią za wiele wspomnień. Poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Odwróciłam się szybko w jego stronę, ujrzałam Daniela. Przyśpieszyłam krok zmierzając na polanę. Słyszałam jak biegnie za mną. Po moim policzku słynęła samotna łza. Szybko wytarłam ją rękawem bluzki. Kiedy dotarłam tam gdzie chciałam, spojrzałam na chłopaka.
- Proszę… - wyszeptał smutno.
Przerwałam mu nie miałam ochoty słuchać jego tłumaczeń.
- Nie polubię cię – zaczęłam śpiewać piosenkę – jak powiedzieć prościej. Zbliżysz się o krok porachuję kości. Nie polubię cię, twej koszuli pstrości. Zbliżysz się o krok porachuję kości.
Okrążyłam go do o koła i kiedy skończyłam znów znajdowałam się naprzeciwko niego.
- Wiem… Wiem… - wyszeptał.
Patrzyłam na niego zdziwiona. Przecież, co on może wiedzieć?! Mój wzrok był wściekły, zdenerwowany, a jego smutny, wystraszony. Nie bałam się, że mnie zahipnotyzuje, już przestało to na mnie działać.
- Kochasz Adriana, ja tylko ci go przypominałem. W sumie nie wiem, po co za tobą chodzę. Po prostu mam tą cholerną nadzieję… - nie dokończył.
Zabolało i to bardzo. Kochałam Andrzeja jak brata, a on sugeruje takie coś?! Miałam ochotę uderzyć go w policzek. Jednak on sam musiał cierpieć, może jeszcze bardziej ode mnie. Powiedział mi, że mój przyjaciel nie chciał się zabić. Musiała być to dla niego bardzo trudne. Patrzyłam na niego smutno, cała złość wyparowała ze mnie. Przysunął się do mnie. Wziął duży wdech zamykając przy tym oczy. Otworzył je z powrotem.
- Dam ci wszystko, czego chcesz, tylko zostań tu i siądź, i bądź. Nie odchodź już o krok przy mnie bądź – wspaniale śpiewał.
Skończył. Miałam rozłożone wargi chcąc cos powiedzieć, ale nie wiedziałam, co. Chłopak chwycił jedną ręką mnie w tali przysuwając maksymalnie do siebie. Wpił się w moje wargi. Nie wiedziałam jak powinnam postąpić. Odepchnąć go? Podobało mi się to, co ze mną robił. Zaczęłam odwzajemniać jego pocałunki. Z zamkniętymi oczami, sunęłam palcami po jego ręce i zatrzymałam się na ramieniu. Odsunął się lekko, a ja chwyciłam jego podbródek i zaczęłam składać pojedyncze muśnięcia na jego wargach. Nie chciałam teraz się od niego odrywać.
- Zacznijmy od początku, spraw abym zapomniała o Andrzeju – wyszeptałam, kiedy się od siebie odkleiliśmy.
Wpatrywałam się w zielone tęczówki Daniela, które na powrót mnie hipnotyzowały.
___________________________________________________________
Dziękuję za tak DUŻĄ liczbę komentarzy i przepraszam, że tak długo nie dodawałam nowych rozdziałów.
- Muszę ci coś powiedzieć – wyszeptał ze smutkiem.
Szybko otworzyłam powieki. Chłopak zdjął dłoń z mojego policzka. Miałam ochotę chwycić ją i położyć tam gdzie była, ale wiedziałam, że nie powinnam. Ścisnął mocniej moją rękę. Coraz bardziej się bałam, czułam, iż powie coś, co nas rozdzieli. Otworzyłam usta, a w moich oczach zebrały się łzy. Coś złego się szykuje. Próbowałam nakłonić go wzrokiem do wyrzucenia z siebie słów.
- Andrzej nie chciał się zabić – powiedział szybko ze strachem.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Andrzej sam mi mówił, że chce się zabić.
- Znalazłem to obok jego biurka, kiedy już nie żył – miał łzy w oczach.
Wyciągnął w moją stronę kartkę w kratkę. Wzięłam ją od niego i zaczęłam czytać, co tam pisze. Andrzej pisał za i przeciw, aby popełnić samobójstwo. Więcej było na nie… Nie chciał się zabić! Po moich policzkach zaczęły płynąć strumienie łez. Nie hamowałam ich.
- Dlaczego wcześniej mi tego nie pokazałeś?! – krzyknęłam wściekła.
Chłopak opuścił głowę nic nie mówiąc. Włożył palce pomiędzy swoje włosy i mocno je ścisnął. Nienawidzę go! Andrzej nie chciał się zabić, wiedział o tym od początku. Odbiegłam od niego, kiedy byłam już w cieniu drzew, odwróciłam się. Chłopak siedział na pniu, chyba płakał. Zrobiło mi się go żal. Nie powiedział mi… Ruszyłam dalej biegiem do swojego domu.
Oparłam się o ścianę i z lekkim uśmiechem słuchałam co ma do powiedzenia moja koleżanka. Rozejrzałam się po korytarzu. Po drugiej stronie stał Daniel, patrzył na mnie smutnym wzrokiem. Szybko odwróciłam wzrok, poprosiłam Sarę o przejście gdzie indziej.
Wyszłam ze szkoły. Chciałam iść na łąkę, ale wiązało się z nią za wiele wspomnień. Poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Odwróciłam się szybko w jego stronę, ujrzałam Daniela. Przyśpieszyłam krok zmierzając na polanę. Słyszałam jak biegnie za mną. Po moim policzku słynęła samotna łza. Szybko wytarłam ją rękawem bluzki. Kiedy dotarłam tam gdzie chciałam, spojrzałam na chłopaka.
- Proszę… - wyszeptał smutno.
Przerwałam mu nie miałam ochoty słuchać jego tłumaczeń.
- Nie polubię cię – zaczęłam śpiewać piosenkę – jak powiedzieć prościej. Zbliżysz się o krok porachuję kości. Nie polubię cię, twej koszuli pstrości. Zbliżysz się o krok porachuję kości.
Okrążyłam go do o koła i kiedy skończyłam znów znajdowałam się naprzeciwko niego.
- Wiem… Wiem… - wyszeptał.
Patrzyłam na niego zdziwiona. Przecież, co on może wiedzieć?! Mój wzrok był wściekły, zdenerwowany, a jego smutny, wystraszony. Nie bałam się, że mnie zahipnotyzuje, już przestało to na mnie działać.
- Kochasz Adriana, ja tylko ci go przypominałem. W sumie nie wiem, po co za tobą chodzę. Po prostu mam tą cholerną nadzieję… - nie dokończył.
Zabolało i to bardzo. Kochałam Andrzeja jak brata, a on sugeruje takie coś?! Miałam ochotę uderzyć go w policzek. Jednak on sam musiał cierpieć, może jeszcze bardziej ode mnie. Powiedział mi, że mój przyjaciel nie chciał się zabić. Musiała być to dla niego bardzo trudne. Patrzyłam na niego smutno, cała złość wyparowała ze mnie. Przysunął się do mnie. Wziął duży wdech zamykając przy tym oczy. Otworzył je z powrotem.
- Dam ci wszystko, czego chcesz, tylko zostań tu i siądź, i bądź. Nie odchodź już o krok przy mnie bądź – wspaniale śpiewał.
Skończył. Miałam rozłożone wargi chcąc cos powiedzieć, ale nie wiedziałam, co. Chłopak chwycił jedną ręką mnie w tali przysuwając maksymalnie do siebie. Wpił się w moje wargi. Nie wiedziałam jak powinnam postąpić. Odepchnąć go? Podobało mi się to, co ze mną robił. Zaczęłam odwzajemniać jego pocałunki. Z zamkniętymi oczami, sunęłam palcami po jego ręce i zatrzymałam się na ramieniu. Odsunął się lekko, a ja chwyciłam jego podbródek i zaczęłam składać pojedyncze muśnięcia na jego wargach. Nie chciałam teraz się od niego odrywać.
- Zacznijmy od początku, spraw abym zapomniała o Andrzeju – wyszeptałam, kiedy się od siebie odkleiliśmy.
Wpatrywałam się w zielone tęczówki Daniela, które na powrót mnie hipnotyzowały.
___________________________________________________________
Dziękuję za tak DUŻĄ liczbę komentarzy i przepraszam, że tak długo nie dodawałam nowych rozdziałów.
Tagi:
ourlife
Dotknęłam delikatnie dzwonka, ale nie nacisnęłam na niego. Daniela nie było dziś w szkole, więc pomyślałam, iż go odwiedzę. Zdziałam rękę z domofonu, zdając sobie sprawę, że za bardzo mu się narzucam. Jednak muszę z nim porozmawiać, najwyżej uzna mnie za…Sama nie wiem, kogo. Westchnęłam, nacisnęłam szary guzik. Zgryzłam dyskretnie wargę, spojrzałam w bok na chodnik, ale nic ciekawego nie ujrzałam.
- Tak? – wyłoniła się zza drzwi kobieta.
- Dzień dobry, zastałam Daniela – powiedziałam niepewnie.
Kobieta otworzyła przede mną drzwi furtki pokazując ręką, aby weszła, tak też zrobiłam.
- Tak jest u siebie w pokoju na górze, ja teraz wychodzę – wyjaśniła jakby ze złością.
Kiwnęłam głową dziękując i żegnając się z panią. Spojrzałam na okna. Wypuściłam głośno powietrze przez usta. Ruszyłam niepewnym krokiem. Otworzyłam drzwi, po czym je zamknęłam. Kiedy byłam w połowie schodów, usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Szybko podbiegłam do drzwi z plakietką: „Daniel” i bez pukania wtargnęłam do jego pokoju. Obrzuciłam wzrokiem wnętrze. Z półki wszystkie książki zostały zrzucone, a na ziemi obok biurka leżała rozbita szklanka. Na dużym łóżku siedział Daniel, chowając twarz w dłoniach. Podeszłam szybko do niego i usiadłam obok. Chyba mnie nie zauważył, chciałam położyć rękę na jego barku, jednak on powiedział do siebie:
- Zabiłem swojego brata! – krzyknął zły na siebie.
Cofnęłam dłoń. Nie, przecież to niemożliwe. Chłopak położył się plecami na łóżku, ale nadal miał rękę ułożoną na oczach.
- Nie obwiniaj się – wyszeptałam.
Chłopak gwałtownie się podniósł, patrzył na mnie z niewyjaśnioną goryczą. Miał łzy w oczach, ale dzielnie powstrzymywał je, aby nie popłynęły po jego policzkach. Zawył ze złością.
- Ty nic nie rozumiesz! – krzyknął wściekły.
- To mi to wytłumacz – zaproponowałam.
Położyłam rękę na jego ramieniu lekko głaskając to miejsce. Zdjął ze smutkiem moją dłoń ze swojego ciała i wstał z łóżka. Zaczął się nerwowo przechadzać po pokoju. Uniósł głowę do góry, patrząc w sufit.
- To ja zabiłem Andrzeja – wyznał.
Wstałam i podeszłam do niego.
- Nie mogłeś go zabić! – mówiłam z przekonaniem.
- Sama mówiłaś, że dzięki podświadomości można zdziałać wszystko – stwierdził i obrócił się w moją stronę.
W jego oczach czaił się wielki ból, którego nie potrafił ukryć. Przytuliłam go, a on stał, nie położył na moich plecach dłoni jak to miał w zwyczaju, jego ręce zwisały bezwładnie obok reszty ciała chłopaka.
- Tak bardzo chciałem cię mieć i tak bardzo chciałem, aby odczepił się od ciebie Adrian – wyznał ze smutkiem.
Nie przestałam go tulić, skupiłam się na drugiej części jego wypowiedzi.
- On sam chciał nie żyć, proszę przestań się obwiniać – wyszeptałam do ucha Daniela.
Odsunęłam się trochę od niego i swoją rękę umieściłam na jego policzku, pieszcząc opuszkami palców skórę chłopaka. Uśmiechnęłam się do niego lekko. On patrzył na mnie wyraźnie zdziwiony. Jego wzrok zmienił się w niepewny. Przypomniałam sobie pierwszą część wypowiedzi chłopaka. Chwyciłam go za dłoń i pociągnęłam na łóżko, na którym ułożyliśmy się obok siebie. Uparłam swoją głowę o zgiętą rękę, przyglądałam się mu z zachwytem. Zagryzł prawie niezauważalnie dolną wargę wpatrując się w moje oczy.
- Podobam ci się? – wreszcie się zdobyłam na to, aby go zapytać.
Daniel zmieszany opuścił wzrok i zaczął bawić się swoimi palcami. Przysunęłam się do niego tak, że prawie stykaliśmy się ciałami. Włożyłam palce w jego włosy, delikatnie zaczęłam się nimi bawić. Spojrzał w moje oczy, już otworzył usta, ale po chwili z powrotem je zamknął.
- Bardzo mi się podobasz – wydukał niepewnie.
Nie patrzył na mnie, a na coś za mną. Poczułam jak pieką mnie policzki, świetnie, czyli się zarumieniłam. Spojrzał na przestrzeń, która nas dzieliła i znów w moje oczy niepewnie. Odnalazłam jego dłoń i splotłam nasze palce ze sobą.
- Tyle nas dzieli – wyszeptał smutno.
Położyłam rękę na jego policzku, po czym delikatnie przesunęłam kciukiem po jego dolnej wardze na początku i na końcu dotykając także górnej. Rozłożył usta. Podpierając się na dwóch rękach obok mojej głowy znalazł się nade mną. Patrzył na mnie niepewnym, pytającym wzrokiem. Przysunął się jeszcze bliżej, ale ja dotykając jego torsu przewróciłam go na poprzednią pozycję. Chłopak dotknął swoimi ustami lekko moją dolną wargę, tak, że prawie tego nie czułam. Otworzyłam równocześnie z nim oczy, uśmiechnęłam się do niego, przez co znikł z jego twarzy ten niepewny wyraz.
- Dopiero cię poznałam, ale i tak mi się podobasz – powiedziałam z delikatnym uśmiechem.
Daniel uśmiechnął się szeroko, położył dłonie na moich plecach i zaczął je delikatnie gładzić przez materiał bluzki. Wtuliłam się w niego. Pomiędzy mami jest rok różnicy, ale nie tanowi to dla mnie żadnych przeszkód.
__________________________________________________________________________
Mało coś tych komentarzy :(… Dziękuję tym, którzy w ogóle to czytają.
- Tak? – wyłoniła się zza drzwi kobieta.
- Dzień dobry, zastałam Daniela – powiedziałam niepewnie.
Kobieta otworzyła przede mną drzwi furtki pokazując ręką, aby weszła, tak też zrobiłam.
- Tak jest u siebie w pokoju na górze, ja teraz wychodzę – wyjaśniła jakby ze złością.
Kiwnęłam głową dziękując i żegnając się z panią. Spojrzałam na okna. Wypuściłam głośno powietrze przez usta. Ruszyłam niepewnym krokiem. Otworzyłam drzwi, po czym je zamknęłam. Kiedy byłam w połowie schodów, usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Szybko podbiegłam do drzwi z plakietką: „Daniel” i bez pukania wtargnęłam do jego pokoju. Obrzuciłam wzrokiem wnętrze. Z półki wszystkie książki zostały zrzucone, a na ziemi obok biurka leżała rozbita szklanka. Na dużym łóżku siedział Daniel, chowając twarz w dłoniach. Podeszłam szybko do niego i usiadłam obok. Chyba mnie nie zauważył, chciałam położyć rękę na jego barku, jednak on powiedział do siebie:
- Zabiłem swojego brata! – krzyknął zły na siebie.
Cofnęłam dłoń. Nie, przecież to niemożliwe. Chłopak położył się plecami na łóżku, ale nadal miał rękę ułożoną na oczach.
- Nie obwiniaj się – wyszeptałam.
Chłopak gwałtownie się podniósł, patrzył na mnie z niewyjaśnioną goryczą. Miał łzy w oczach, ale dzielnie powstrzymywał je, aby nie popłynęły po jego policzkach. Zawył ze złością.
- Ty nic nie rozumiesz! – krzyknął wściekły.
- To mi to wytłumacz – zaproponowałam.
Położyłam rękę na jego ramieniu lekko głaskając to miejsce. Zdjął ze smutkiem moją dłoń ze swojego ciała i wstał z łóżka. Zaczął się nerwowo przechadzać po pokoju. Uniósł głowę do góry, patrząc w sufit.
- To ja zabiłem Andrzeja – wyznał.
Wstałam i podeszłam do niego.
- Nie mogłeś go zabić! – mówiłam z przekonaniem.
- Sama mówiłaś, że dzięki podświadomości można zdziałać wszystko – stwierdził i obrócił się w moją stronę.
W jego oczach czaił się wielki ból, którego nie potrafił ukryć. Przytuliłam go, a on stał, nie położył na moich plecach dłoni jak to miał w zwyczaju, jego ręce zwisały bezwładnie obok reszty ciała chłopaka.
- Tak bardzo chciałem cię mieć i tak bardzo chciałem, aby odczepił się od ciebie Adrian – wyznał ze smutkiem.
Nie przestałam go tulić, skupiłam się na drugiej części jego wypowiedzi.
- On sam chciał nie żyć, proszę przestań się obwiniać – wyszeptałam do ucha Daniela.
Odsunęłam się trochę od niego i swoją rękę umieściłam na jego policzku, pieszcząc opuszkami palców skórę chłopaka. Uśmiechnęłam się do niego lekko. On patrzył na mnie wyraźnie zdziwiony. Jego wzrok zmienił się w niepewny. Przypomniałam sobie pierwszą część wypowiedzi chłopaka. Chwyciłam go za dłoń i pociągnęłam na łóżko, na którym ułożyliśmy się obok siebie. Uparłam swoją głowę o zgiętą rękę, przyglądałam się mu z zachwytem. Zagryzł prawie niezauważalnie dolną wargę wpatrując się w moje oczy.
- Podobam ci się? – wreszcie się zdobyłam na to, aby go zapytać.
Daniel zmieszany opuścił wzrok i zaczął bawić się swoimi palcami. Przysunęłam się do niego tak, że prawie stykaliśmy się ciałami. Włożyłam palce w jego włosy, delikatnie zaczęłam się nimi bawić. Spojrzał w moje oczy, już otworzył usta, ale po chwili z powrotem je zamknął.
- Bardzo mi się podobasz – wydukał niepewnie.
Nie patrzył na mnie, a na coś za mną. Poczułam jak pieką mnie policzki, świetnie, czyli się zarumieniłam. Spojrzał na przestrzeń, która nas dzieliła i znów w moje oczy niepewnie. Odnalazłam jego dłoń i splotłam nasze palce ze sobą.
- Tyle nas dzieli – wyszeptał smutno.
Położyłam rękę na jego policzku, po czym delikatnie przesunęłam kciukiem po jego dolnej wardze na początku i na końcu dotykając także górnej. Rozłożył usta. Podpierając się na dwóch rękach obok mojej głowy znalazł się nade mną. Patrzył na mnie niepewnym, pytającym wzrokiem. Przysunął się jeszcze bliżej, ale ja dotykając jego torsu przewróciłam go na poprzednią pozycję. Chłopak dotknął swoimi ustami lekko moją dolną wargę, tak, że prawie tego nie czułam. Otworzyłam równocześnie z nim oczy, uśmiechnęłam się do niego, przez co znikł z jego twarzy ten niepewny wyraz.
- Dopiero cię poznałam, ale i tak mi się podobasz – powiedziałam z delikatnym uśmiechem.
Daniel uśmiechnął się szeroko, położył dłonie na moich plecach i zaczął je delikatnie gładzić przez materiał bluzki. Wtuliłam się w niego. Pomiędzy mami jest rok różnicy, ale nie tanowi to dla mnie żadnych przeszkód.
__________________________________________________________________________
Mało coś tych komentarzy :(… Dziękuję tym, którzy w ogóle to czytają.
Tagi:
ourlife
Daniel szybko podbiegł do niego. Spytał, co z jego bratem. Doktor milczał przez dłuższą chwile.
- Nie udało się nam go uratować… Przykro mi – powiedział spokojnie.
Po moich policzkach zaczęły płynąć strumienie łez. Wytarłam łzy chusteczką i spojrzałam na Daniela. Siedział na krześle, patrzył w sufit, zauważyłam, że po jego policzku spływa łza. Podeszłam powoli do niego, przytuliłam go, a on objął mnie ramieniem dokładnie tak jak robił to Adrian. Po moich policzkach poleciało kilka łez. Wzięłam duży wdech. Mój były przyjaciel używał delikatnych, niemal nie do wyczucia perfum, a od Daniela biło mocnym, ale o przyjemnym zapachu ekstraktem. Odsunęłam się od niego delikatnie.
- Pa – mój głos się załamał.
Przypomniałam teraz sobie jak on się ze mną pożegnał. Zagryzłam wargę, próbując się nie rozpłakać. Daniel stanął obok mnie. Przycisnął do siebie, oparłam brodę o jego ramię, znów przyszło wspomnienie związane z Adrianem. Chłopak jakby wiedząc, że coraz trudniej jest mi hamować łzy, zaczął delikatnie gładzić moje plecy.
Adrian spełnił swoje jakby to powiedzieć marznie. Chciał tego, więc ja wiedząc o tym nie powinnam być smutna. Opanowałam się. Spojrzałam w oczy jego brata, które nie wyrażały żadnych uczuć.
- Będę już iść – stwierdziłam.
On jedynie pokiwał ze zrozumieniem głową.
Przybita szłam szkolnym korytarzem, patrząc uważnie na uśmiechnięte twarze wokół mnie. Niektórzy wytykali mnie palcami, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Przyznanie samej sobie, iż Adrian nie żyje było dla mnie proste. Nie byłam smutna, ani wesoła tylko obojętna, a raczej pusta od środka. Wyszłam ze szkoły kierując się w stronę parku, ostatnio bardzo często przeze mnie odwiedzanego. Przystanęłam słysząc swoje imię za sobą. Odwróciłam się powoli i zobaczyłam Daniela biegnącego w moja stronę. Kiedy do mnie dobiegł i złapał oddech szybko spytał mnie:
- Mogę się przyłączyć?
Mówił niepewnie jakby ze strachem. Kiwnęłam głową pozwalając mu na dotrzymanie mi towarzystwa. Szedł w ciszy obok mnie, postanowiłam, iż zamiast siedzieć na ławce zaprowadzę go na łąkę gdzie w ciszy będziemy mogli porozmawiać czy pomilczeć. Nie pytał gdzie idę, więc stanęłam, spojrzałam na niego lekko zdziwiona, stanął w tym samym czasie, co ja i spojrzał na mnie zdziwiony. No tak, myśli, że moim celem był las, w którym się znajdowaliśmy.
Przyjrzałam mu się dokładnie. Na nogach miał zwykłe trampki, zapewne nie zmienił po szkole na te po dworze, spojrzałam wyżej, opierające się na biodrach czarne jeansy, jak rurki tylko z kroczem niemal przy kolanach. Założył czarną zwykłą bokserkę i bransoletkę na prawej ręce z skóropodobnego materiału o brązowym kolorze. Przeniosłam wzrok na jego twarz, delikatna opalenizna, normalnej wielkości o zielonych tęczówkach oczy z czarnymi rzęsami, zadarty nos, małe, ale ponętne usta o malinowym kolorze. Włosy takiego samego koloru jak moje, czyli kasztanowe, dość krótko ścięte i krótka grzywka lekko opadająca na lewy bok. Niby taki podobny do brata, a jednak zupełnie inny.
Daniel oblizał dyskretnie wargi, obserwując mnie uważnie. Uśmiechnęłam się lekko do niego i ruszyłam dalej. Znaleźliśmy się na łące pokrytej wieloma kwiatami. Spojrzałam na chłopka, który z zachwytem oglądał przyrodę. Delikatnie, niepewnie chwyciłam go za dłoń, przez co od razu spojrzał na mnie, pociągnęłam go w stronę pnia, kiedy oboje usiedliśmy, ja nadal nie puściłam jego ręki, było mi tak dobrze. Wiedziałam, że on mnie rozumie tak samo jak wcześniej Adrian, choć od niego bardzo się różniłam, chciałam go bliżej poznać. Postanowiłam puścić jego rękę tak też zrobiłam. Ułożyłam swoje ręce na kolanach.
- Chciałbym cię poznać – wyznał z niepewnością.
Oto proszę bardzo różnica pomiędzy nim, a Adrianem. Daniel jest tak słodko wszystkiego niepewny, a mój były przyjaciel zawsze był stanowczy, pewny siebie. Uśmiechnęłam się jednocześnie na wspomnienie jak i do chłopaka obok mnie. Zagryzłam lekko swoja wargę patrząc w jego hipnotyzujące oczy. Przeszłam pomiędzy nami jakaś iskra, on chyba też to poczuł, bo z jego twarzy można było wywnioskować małe zdziwienie. Odwróciłam zmieszana wzrok z pewnością się zarumieniłam. Wypuściłam głośno powietrze zamykając przy tym oczy. Usiadłam skrzyżnie, próbowałam patrząc na chłopaka nakłonić go, aby zrobił to samo, poskutkowało. Przyglądał się mi, czekając, co zrobię dalej. Nie chciałam, ale musiałam przerwać ciszę.
- To jedno z moich ulubionych zajęć, zamykasz oczy i skupiasz się na tym, co byś chciał, uda się to tylko wtedy, kiedy naprawdę w to uwierzysz. Masz w swojej głowie takie coś jak podświadomość, która jest zdolna zrobić prawie wszystko, tylko musisz w to uwierzyć – mówiłam spokojnie i cicho.
Otworzyłam oczy. Patrzył na mnie zdziwiony niedowierzając. Westchnęłam no tak nie wierzy w to, ale uwierzy.
- Tylko uwierz… - wyszeptałam.
Chłopak zamknął oczy. Po chwili ja też. Wiedziałam, że nie ważne jak wiele ludzi będzie wierzyło, że Adrian znów będzie żyć to i tak się nie uda. Ludzki umysł wykracza po za ciało i w małej ilości działa na wszystko wokół siebie, co jest niezwykle. Można jedynie wierząc, że na przykład kwiatek drgnie i to tak się stanie! Coś cudownego, znana od dawna prawda: „Wystarczy tylko uwierzyć”! Teraz ja wierzę, że znów będę wesoła i szczęśliwa. Otworzyłam oczy, a Daniel przyglądał mi się z uśmiechem.
- Miłe doznanie – przyznał.
- W co starałeś się uwierzyć? – spytałam.
- Skąd wiesz, że nie udało mi się uwierzyć? Nie ważne, powiedz, w co ty uwierzyłaś – zaproponował.
Usiadłam normalnie, a on zaraz po mnie. Zastanawiałam się czy mu powiedzieć, powierzyć swoją tajemnicę. Spojrzałam w błękitne niebo, bez żadnej chmurki. Zaczęłam na nowo wpatrywać się w tęczówki chłopaka, które przez cały czas trzymały swoją niepewność.
- Nie wiem czy udało mi się w to uwierzyć, ale chciałabym znów być szczęśliwa, nie czuć w sobie tej okropnej pustki – wyznałam, a pod koniec westchnęłam.
Chłopak przysunął się do mnie jednak nie miał odwagi mnie objąć. Przecież wcześniej to robił! Wtuliłam się w niego, a on zaczął delikatnie gładząc moje plecy, przez co dostałam gęsiej skórki.
- Uda ci się – wyszeptał cicho do mojego ucha.
Jego głos mnie zahipnotyzował, odsunęłam się lekko i spojrzałam w oczy chłopaka, które coraz bardziej mnie do niego przyciągały. Przysunęłam swoje usta do warg Daniela, jednak w ostatniej chwili się opanowałam i musnęłam jedynie jego policzek.
- Dziękuję.
Spojrzał na mnie zdziwiony, zmieszany, niepewny i chyba szczęśliwy jednocześnie. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
_______________________________________________________________________
Jestem z tego rozdziału zadowolona, mam nadzieję, że wy także. To, co opisywałam (podświadomość) jest jak najbardziej prawdą, nie wymyśliłam sobie tego i jak najbardziej sama w to wierzę. Do następnego!
- Nie udało się nam go uratować… Przykro mi – powiedział spokojnie.
Po moich policzkach zaczęły płynąć strumienie łez. Wytarłam łzy chusteczką i spojrzałam na Daniela. Siedział na krześle, patrzył w sufit, zauważyłam, że po jego policzku spływa łza. Podeszłam powoli do niego, przytuliłam go, a on objął mnie ramieniem dokładnie tak jak robił to Adrian. Po moich policzkach poleciało kilka łez. Wzięłam duży wdech. Mój były przyjaciel używał delikatnych, niemal nie do wyczucia perfum, a od Daniela biło mocnym, ale o przyjemnym zapachu ekstraktem. Odsunęłam się od niego delikatnie.
- Pa – mój głos się załamał.
Przypomniałam teraz sobie jak on się ze mną pożegnał. Zagryzłam wargę, próbując się nie rozpłakać. Daniel stanął obok mnie. Przycisnął do siebie, oparłam brodę o jego ramię, znów przyszło wspomnienie związane z Adrianem. Chłopak jakby wiedząc, że coraz trudniej jest mi hamować łzy, zaczął delikatnie gładzić moje plecy.
Adrian spełnił swoje jakby to powiedzieć marznie. Chciał tego, więc ja wiedząc o tym nie powinnam być smutna. Opanowałam się. Spojrzałam w oczy jego brata, które nie wyrażały żadnych uczuć.
- Będę już iść – stwierdziłam.
On jedynie pokiwał ze zrozumieniem głową.
Przybita szłam szkolnym korytarzem, patrząc uważnie na uśmiechnięte twarze wokół mnie. Niektórzy wytykali mnie palcami, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Przyznanie samej sobie, iż Adrian nie żyje było dla mnie proste. Nie byłam smutna, ani wesoła tylko obojętna, a raczej pusta od środka. Wyszłam ze szkoły kierując się w stronę parku, ostatnio bardzo często przeze mnie odwiedzanego. Przystanęłam słysząc swoje imię za sobą. Odwróciłam się powoli i zobaczyłam Daniela biegnącego w moja stronę. Kiedy do mnie dobiegł i złapał oddech szybko spytał mnie:
- Mogę się przyłączyć?
Mówił niepewnie jakby ze strachem. Kiwnęłam głową pozwalając mu na dotrzymanie mi towarzystwa. Szedł w ciszy obok mnie, postanowiłam, iż zamiast siedzieć na ławce zaprowadzę go na łąkę gdzie w ciszy będziemy mogli porozmawiać czy pomilczeć. Nie pytał gdzie idę, więc stanęłam, spojrzałam na niego lekko zdziwiona, stanął w tym samym czasie, co ja i spojrzał na mnie zdziwiony. No tak, myśli, że moim celem był las, w którym się znajdowaliśmy.
Przyjrzałam mu się dokładnie. Na nogach miał zwykłe trampki, zapewne nie zmienił po szkole na te po dworze, spojrzałam wyżej, opierające się na biodrach czarne jeansy, jak rurki tylko z kroczem niemal przy kolanach. Założył czarną zwykłą bokserkę i bransoletkę na prawej ręce z skóropodobnego materiału o brązowym kolorze. Przeniosłam wzrok na jego twarz, delikatna opalenizna, normalnej wielkości o zielonych tęczówkach oczy z czarnymi rzęsami, zadarty nos, małe, ale ponętne usta o malinowym kolorze. Włosy takiego samego koloru jak moje, czyli kasztanowe, dość krótko ścięte i krótka grzywka lekko opadająca na lewy bok. Niby taki podobny do brata, a jednak zupełnie inny.
Daniel oblizał dyskretnie wargi, obserwując mnie uważnie. Uśmiechnęłam się lekko do niego i ruszyłam dalej. Znaleźliśmy się na łące pokrytej wieloma kwiatami. Spojrzałam na chłopka, który z zachwytem oglądał przyrodę. Delikatnie, niepewnie chwyciłam go za dłoń, przez co od razu spojrzał na mnie, pociągnęłam go w stronę pnia, kiedy oboje usiedliśmy, ja nadal nie puściłam jego ręki, było mi tak dobrze. Wiedziałam, że on mnie rozumie tak samo jak wcześniej Adrian, choć od niego bardzo się różniłam, chciałam go bliżej poznać. Postanowiłam puścić jego rękę tak też zrobiłam. Ułożyłam swoje ręce na kolanach.
- Chciałbym cię poznać – wyznał z niepewnością.
Oto proszę bardzo różnica pomiędzy nim, a Adrianem. Daniel jest tak słodko wszystkiego niepewny, a mój były przyjaciel zawsze był stanowczy, pewny siebie. Uśmiechnęłam się jednocześnie na wspomnienie jak i do chłopaka obok mnie. Zagryzłam lekko swoja wargę patrząc w jego hipnotyzujące oczy. Przeszłam pomiędzy nami jakaś iskra, on chyba też to poczuł, bo z jego twarzy można było wywnioskować małe zdziwienie. Odwróciłam zmieszana wzrok z pewnością się zarumieniłam. Wypuściłam głośno powietrze zamykając przy tym oczy. Usiadłam skrzyżnie, próbowałam patrząc na chłopaka nakłonić go, aby zrobił to samo, poskutkowało. Przyglądał się mi, czekając, co zrobię dalej. Nie chciałam, ale musiałam przerwać ciszę.
- To jedno z moich ulubionych zajęć, zamykasz oczy i skupiasz się na tym, co byś chciał, uda się to tylko wtedy, kiedy naprawdę w to uwierzysz. Masz w swojej głowie takie coś jak podświadomość, która jest zdolna zrobić prawie wszystko, tylko musisz w to uwierzyć – mówiłam spokojnie i cicho.
Otworzyłam oczy. Patrzył na mnie zdziwiony niedowierzając. Westchnęłam no tak nie wierzy w to, ale uwierzy.
- Tylko uwierz… - wyszeptałam.
Chłopak zamknął oczy. Po chwili ja też. Wiedziałam, że nie ważne jak wiele ludzi będzie wierzyło, że Adrian znów będzie żyć to i tak się nie uda. Ludzki umysł wykracza po za ciało i w małej ilości działa na wszystko wokół siebie, co jest niezwykle. Można jedynie wierząc, że na przykład kwiatek drgnie i to tak się stanie! Coś cudownego, znana od dawna prawda: „Wystarczy tylko uwierzyć”! Teraz ja wierzę, że znów będę wesoła i szczęśliwa. Otworzyłam oczy, a Daniel przyglądał mi się z uśmiechem.
- Miłe doznanie – przyznał.
- W co starałeś się uwierzyć? – spytałam.
- Skąd wiesz, że nie udało mi się uwierzyć? Nie ważne, powiedz, w co ty uwierzyłaś – zaproponował.
Usiadłam normalnie, a on zaraz po mnie. Zastanawiałam się czy mu powiedzieć, powierzyć swoją tajemnicę. Spojrzałam w błękitne niebo, bez żadnej chmurki. Zaczęłam na nowo wpatrywać się w tęczówki chłopaka, które przez cały czas trzymały swoją niepewność.
- Nie wiem czy udało mi się w to uwierzyć, ale chciałabym znów być szczęśliwa, nie czuć w sobie tej okropnej pustki – wyznałam, a pod koniec westchnęłam.
Chłopak przysunął się do mnie jednak nie miał odwagi mnie objąć. Przecież wcześniej to robił! Wtuliłam się w niego, a on zaczął delikatnie gładząc moje plecy, przez co dostałam gęsiej skórki.
- Uda ci się – wyszeptał cicho do mojego ucha.
Jego głos mnie zahipnotyzował, odsunęłam się lekko i spojrzałam w oczy chłopaka, które coraz bardziej mnie do niego przyciągały. Przysunęłam swoje usta do warg Daniela, jednak w ostatniej chwili się opanowałam i musnęłam jedynie jego policzek.
- Dziękuję.
Spojrzał na mnie zdziwiony, zmieszany, niepewny i chyba szczęśliwy jednocześnie. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
_______________________________________________________________________
Jestem z tego rozdziału zadowolona, mam nadzieję, że wy także. To, co opisywałam (podświadomość) jest jak najbardziej prawdą, nie wymyśliłam sobie tego i jak najbardziej sama w to wierzę. Do następnego!
Tagi:
ourlife
Wystarczy chwila, aby się zabić, gdy życie stajecie nie do zniesienia. Mnóstwo sposobów zabójstw, proponuje coraz mniej bolącą, szybszą śmierć.
Zwlekłam się z łóżka bardzo powoli. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał dziesiątą. Moja komórka zaczęła wibrować. Podniosłam ją z szafki nocnej. Lekko wystraszona dotknęłam palcem miejsce na ekranie gdzie pisało: „Pokarz”. Wiadomość okazała się reklamą.
Strasznie się denerwowałam, ciągle sprawdzałam godzinę. Włączyłam muzykę, ale nie mogłam tańczyć ani śpiewać za bardzo się stresowałam. W domu zabrzmiał dzwonek. Podbiegłam szybko do drzwi i je otworzyłam. Zobaczyłam młodszego brata Adriana, miał łzy w oczach.
- Anastazja… Ja nie mogę… - mówił jak Adrian wczoraj.
Po moim policzku spłynęła jedna łza, patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
- Co się stało?! – chciałam wiedzieć czy on żyje.
- Samochód go potrącił… Jest w szpitalu – dokończył.
Wypuściłam głośno powietrze. Adrian żyje! Wytarłam łzy z policzków.
- Poczekaj! – krzyknęłam do niego.
Pobiegłam szybko do pokoju swojego brata. Wpadłam do niego bez pukania. Cała się trzęsłam, to wszystko mnie przerasta. Zapewne tak myślał Adrian, gdy próbował się zabić.
- Puka się! – krzyknął.
Siedział jak zwykle przy komputerze i grał. Akurat, kiedy na mnie spojrzał osobę, którą sterował potrącił samochód. Rozpłakałam się, usiadłam na jego łóżku.
- Siostra, co jest? – spytał z troską.
- Eryk ja wychodzę, jadę do szpitala – tłumaczyłam.
Wstałam szybko. Wbiegłam do swojego pokoju, spakowałam do trepki potrzebne rzeczy i zbiegłam płacząc do przedpokoju, gdzie zmieniłam buty, założyłam kurtkę.
- Zadzwoniłem po taksówkę – zawiadomił mnie Daniel.
Przyjechała właśnie pod dom. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę. Po moich policzkach cały czas leciały łzy. Biegnąc dotarliśmy do sali operacyjnej, w której się znajdował. Przed drzwiami siedziała ich macocha, ale jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Usiadłam na krześle, a Daniel obok mnie.
- Proszę nie płacz – wyszeptał cicho dotykając mojego ramienia.
Starałam się nie płakać, ale nie mogłam przestać! Wzięłam duży wdech i wydech. Chłopak przytulił mnie do siebie, czym trochę mnie zdziwił, ale wtuliłam się w niego, potrzebowałam tego.
- Wyjdzie z tego, musi – wyszeptał mi do ucha, głaszcząc moje włosy.
Przestałam płakać, mój oddech stawał się równomierny. Zastanawiałam się czy ich ojciec zamierza się pojawić, oderwać od swojej pracy. Adrian zapewne nie powiedział swojemu bratu nikomu oprócz mnie, że chce popełnić samobójstwo, więc ja też będę siedzieć cicho.
- Wiem, że bardzo cierpisz, przecież jesteś jego dziewczyną, ale musisz wytrzymać – próbował dać mi przykład, ale słychać było jak załamuje mu się głos.
Odsunęłam się od niego gwałtownie. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Adrian ci tak mówił? – spytałam.
- Nie… Mówi, że jesteście jedynie przyjaciółmi, ale ja cały czas widzę, co innego – mówił spokojnie.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi – wyjaśniłam.
Wzruszył ramionami. Oparłam się o oparcie i patrzyłam tępo w zieloną ścianę naprzeciwko. Spojrzałam w stronę Daniela. Miał zmarszczone brwi, patrzył w jakby przyszłość.
- Przepraszam – zwrócił się do mnie.
Chłopak zakrył twarz rękami. Teraz on ma chwilę załamania. Zjawił się ich ojciec. Daniel szybko wstał i zaczął mu z przejęciem wszystko tłumaczyć. Ja jedynie się z nim przywitałam i dalej zajęłam się oglądaniem ściany.
Siedzimy tak już od godziny. Tata Adriana wraz ze swoją żoną poszli do kawiarenki po kawę, a ja z Danielem nadal siedzę przed tą salą.
- To moja wina, ale jak to możliwe? – mówił chyba do siebie.
Wstałam i przykucnęłam przed nim. Podniosłam jego głowę za podbródek tak, aby spojrzał mi w oczy.
- Teraz ty musisz się uspokoić – stwierdziłam.
Chłopak spojrzał w bok, powędrowałam za jego wzrokiem i zobaczyłam doktora. Równo podnieśliśmy się na równe nogi.
___________________________________________________________________________
Drugi rozdział…Proszę o komentarze!
Zwlekłam się z łóżka bardzo powoli. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał dziesiątą. Moja komórka zaczęła wibrować. Podniosłam ją z szafki nocnej. Lekko wystraszona dotknęłam palcem miejsce na ekranie gdzie pisało: „Pokarz”. Wiadomość okazała się reklamą.
Strasznie się denerwowałam, ciągle sprawdzałam godzinę. Włączyłam muzykę, ale nie mogłam tańczyć ani śpiewać za bardzo się stresowałam. W domu zabrzmiał dzwonek. Podbiegłam szybko do drzwi i je otworzyłam. Zobaczyłam młodszego brata Adriana, miał łzy w oczach.
- Anastazja… Ja nie mogę… - mówił jak Adrian wczoraj.
Po moim policzku spłynęła jedna łza, patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
- Co się stało?! – chciałam wiedzieć czy on żyje.
- Samochód go potrącił… Jest w szpitalu – dokończył.
Wypuściłam głośno powietrze. Adrian żyje! Wytarłam łzy z policzków.
- Poczekaj! – krzyknęłam do niego.
Pobiegłam szybko do pokoju swojego brata. Wpadłam do niego bez pukania. Cała się trzęsłam, to wszystko mnie przerasta. Zapewne tak myślał Adrian, gdy próbował się zabić.
- Puka się! – krzyknął.
Siedział jak zwykle przy komputerze i grał. Akurat, kiedy na mnie spojrzał osobę, którą sterował potrącił samochód. Rozpłakałam się, usiadłam na jego łóżku.
- Siostra, co jest? – spytał z troską.
- Eryk ja wychodzę, jadę do szpitala – tłumaczyłam.
Wstałam szybko. Wbiegłam do swojego pokoju, spakowałam do trepki potrzebne rzeczy i zbiegłam płacząc do przedpokoju, gdzie zmieniłam buty, założyłam kurtkę.
- Zadzwoniłem po taksówkę – zawiadomił mnie Daniel.
Przyjechała właśnie pod dom. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę. Po moich policzkach cały czas leciały łzy. Biegnąc dotarliśmy do sali operacyjnej, w której się znajdował. Przed drzwiami siedziała ich macocha, ale jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Usiadłam na krześle, a Daniel obok mnie.
- Proszę nie płacz – wyszeptał cicho dotykając mojego ramienia.
Starałam się nie płakać, ale nie mogłam przestać! Wzięłam duży wdech i wydech. Chłopak przytulił mnie do siebie, czym trochę mnie zdziwił, ale wtuliłam się w niego, potrzebowałam tego.
- Wyjdzie z tego, musi – wyszeptał mi do ucha, głaszcząc moje włosy.
Przestałam płakać, mój oddech stawał się równomierny. Zastanawiałam się czy ich ojciec zamierza się pojawić, oderwać od swojej pracy. Adrian zapewne nie powiedział swojemu bratu nikomu oprócz mnie, że chce popełnić samobójstwo, więc ja też będę siedzieć cicho.
- Wiem, że bardzo cierpisz, przecież jesteś jego dziewczyną, ale musisz wytrzymać – próbował dać mi przykład, ale słychać było jak załamuje mu się głos.
Odsunęłam się od niego gwałtownie. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Adrian ci tak mówił? – spytałam.
- Nie… Mówi, że jesteście jedynie przyjaciółmi, ale ja cały czas widzę, co innego – mówił spokojnie.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi – wyjaśniłam.
Wzruszył ramionami. Oparłam się o oparcie i patrzyłam tępo w zieloną ścianę naprzeciwko. Spojrzałam w stronę Daniela. Miał zmarszczone brwi, patrzył w jakby przyszłość.
- Przepraszam – zwrócił się do mnie.
Chłopak zakrył twarz rękami. Teraz on ma chwilę załamania. Zjawił się ich ojciec. Daniel szybko wstał i zaczął mu z przejęciem wszystko tłumaczyć. Ja jedynie się z nim przywitałam i dalej zajęłam się oglądaniem ściany.
Siedzimy tak już od godziny. Tata Adriana wraz ze swoją żoną poszli do kawiarenki po kawę, a ja z Danielem nadal siedzę przed tą salą.
- To moja wina, ale jak to możliwe? – mówił chyba do siebie.
Wstałam i przykucnęłam przed nim. Podniosłam jego głowę za podbródek tak, aby spojrzał mi w oczy.
- Teraz ty musisz się uspokoić – stwierdziłam.
Chłopak spojrzał w bok, powędrowałam za jego wzrokiem i zobaczyłam doktora. Równo podnieśliśmy się na równe nogi.
___________________________________________________________________________
Drugi rozdział…Proszę o komentarze!
Tagi:
ourlife
Podążam właśnie do pobliskiego parku, na spotkanie z Adrianem. Jestem lekko wystraszona jego wiadomością i prośbą o szybkie spotkanie.
Jest, siedzi na ławce tuż przy bramie parku. Widać wyraźnie, że jest czymś zmartwiony. Usiadłam obok niego, ale tego nie zauważył. Tępo patrzył w niebo, opierając się o oparcie. Przytuliłam go, on położył ręce na moich plecach, a brodę oparł o moje ramię. Zamknęłam oczy oddając się miłej pieszczocie. Po krótkiej chwili odsunął się ode mnie delikatnie i spojrzał mi w oczy, a ja w jego. Zrobiło mi się smutno, widząc cierpienie, niepewność przyjaciela.
- Co się stało? – spytałam łagodnie.
- Anastazja… Ja nie mogę…
W jego oczach zbierały się łzy. Pogłaskałam go po policzku, zachęcając do dalszej wypowiedzi.
- Nie potrafię… Nie zniosę dalej tego – mówił dalej z przygnębieniem.
Wystraszyłam się.
- Chcesz uciec z domu? – spytałam łagodnie.
Zaprzeczył. Westchnął przeciągle, spojrzał smutno w niebo i znów w moje oczy.
- Straciłem chęć życia – wyrzucił z siebie.
Przytuliłam go mocno wiedząc, co to oznacza. Zaczęłam głaskać go po włosach jakby był wystraszonym, małym dzieckiem. Dobrze wiedziałam, jaka jest sytuacja u niego w domu. Może nie najgorsza, ale dla Adriana za ciężka i tak do wytrzymania.
- Jesteś pewny? Może wszystko się zmieni – nie wiedziałam jak go przekonać, aby tylko nie popełnił samobójstwa.
- Nie zmieni się, chyba, że dopiero po mojej śmierci – stwierdził, patrząc na czubki swoich butów.
Wstałam z ławki trzymając dłoń Adriana, on również podniósł się z siedzenia. Stanęłam na palcach i wyszeptałam mu do ucha:
- Mam nadzieję na jeszcze jeden dzień.
Uśmiechnął się do mnie szeroko.
Ruszyliśmy do naszego ulubionego miejsca, jednak najpierw musieliśmy przejść przez park, oraz kawałek lasu, idąc polną dróżką.
Cały czas nasze palce są splecione ze sobą. Dotarliśmy na polanę oświetloną przez promienie słońca, na środku niej mieszczą się pozostałości po dużym drzewie, czyli wystające korzenia i kawałek pnia, resztę dębu już nie ma dawno została spalona u kogoś w piecu. Usiedliśmy, zaczęliśmy oglądać rosnącą wokół nas przyrodę. Mnóstwo wyrastających dopiero pędów dzikich porzeczek, jagód, fiołków dawało niesamowity krajobraz, pod tytułem: „Prawdziwa wiosna”.
Spojrzałam na dłoń Adriana, która dotykała moją, podniosłam nasze ręce do góry w stronę słońca.
- Nikt nie wie, co stanie się jutro czy za godzinę, nawet my sami nie wiemy, co zrobimy za jakiś czas – filozofował.
Uwielbiam słuchać jego mądrych myśli, które wypowiada na głos.
Chodzimy do równoległych klas, oboje nie wierzymy w Boga, dodatkowo mamy bardzo podobny charakter, więc chyba, dlatego się przyjaźnimy.
Zawiał mocny wiatr tak, że kilka kosmyków moich włosów zasłoniło mi pole widzenia. Chłopak się zaśmiał, widząc jak męczę się, aby je odpowiednio ułożyć. Spojrzałam na niego złowrogo, ale już po chwili też się śmiałam, gdy się opanowaliśmy, Adrian pomógł mi je ułożyć w jakimś jeszcze do zniesienia ładzie. Zaczęłam pukać paznokciami na drewnie prosty rytm. Kocham muzykę, a on za nią nie przepada, ale zawsze z uśmiechem słucha wymyślonych przeze mnie piosenek.
- Wymyśliłaś nową piosenkę?- spytał z uśmiechem.
- Tak, chcesz posłuchać? – uśmiechnęłam się poprawiając jego bujne włosy.
- Oczywiście, że chcę! – krzyknął.
Wyjęłam ze swojej torebki notes, w którym mam zapisane wszystkie wymyślone do tej pory teksty. Otworzyłam na odpowiedniej stronie. Wybijając ręką rytm na drewnie, zaczęłam śpiewać.
- Mi się bardzo podoba – powiedział z uśmiechem, gdy skończyłam.
Wtuliłam się w niego, a on jak zwykle objął mnie ramieniem. Siedzieliśmy w ciszy do póki nie zobaczyłam, iż robi się ciemno.
- Nie chcę, abyś mnie opuścił – wyznałam ze smutkiem.
- Nie chce cię opuścić, ale nie wytrzymam dalej w domu – cmoknął mnie w czubek głowy.
Mocno go przytuliłam, po czym wstałam. Obrzuciłam krótkim spojrzeniem okolicę, a pod koniec przyjrzałam się malowniczemu zachodowi słońca.
Czerwono – pomarańczowe słońce na fioletowym niebie. Do tego kwitnące drzewa spowijane jakby złotem, ale na prawdę to tylko promienie słońca.
- Muszę już iść – zauważyłam.
- Ja jeszcze tutaj zostanę – stwierdził.
Pochyliłam się nad nim i pocałowałam go w policzek. Uśmiechnął się, jednak w jego oczach czaił się smutek. Westchnęłam, spojrzałam raz jeszcze dokładnie badając jego wygląd.
Jasne blond włosy, duże niebieskie oczy, prosty nos, wydatne usta, a do tego chuda sylwetka z dość szerokimi barkami czyniła z niego przystojnego chłopca.
- Pa – uśmiechnął się blado.
- Żegnaj – wyszeptałam.
Odwróciłam się od niego i z ogromnym smutkiem, przygnębieniem wróciłam do swojego domu. Już jutro go nie zobaczę… Jednak warto mieć nadzieję, że nadal będzie żyć.
__________________________________________________________________________
Pierwszy rozdział… Mam nadzieję, że się wam spodobał. Nie napisałam, co śpiewa, bo nie mam pomysłów na żadne piosenki. Sądzę, że raczej nie uda mi się pisać dłuższych notek od tej.
Jest, siedzi na ławce tuż przy bramie parku. Widać wyraźnie, że jest czymś zmartwiony. Usiadłam obok niego, ale tego nie zauważył. Tępo patrzył w niebo, opierając się o oparcie. Przytuliłam go, on położył ręce na moich plecach, a brodę oparł o moje ramię. Zamknęłam oczy oddając się miłej pieszczocie. Po krótkiej chwili odsunął się ode mnie delikatnie i spojrzał mi w oczy, a ja w jego. Zrobiło mi się smutno, widząc cierpienie, niepewność przyjaciela.
- Co się stało? – spytałam łagodnie.
- Anastazja… Ja nie mogę…
W jego oczach zbierały się łzy. Pogłaskałam go po policzku, zachęcając do dalszej wypowiedzi.
- Nie potrafię… Nie zniosę dalej tego – mówił dalej z przygnębieniem.
Wystraszyłam się.
- Chcesz uciec z domu? – spytałam łagodnie.
Zaprzeczył. Westchnął przeciągle, spojrzał smutno w niebo i znów w moje oczy.
- Straciłem chęć życia – wyrzucił z siebie.
Przytuliłam go mocno wiedząc, co to oznacza. Zaczęłam głaskać go po włosach jakby był wystraszonym, małym dzieckiem. Dobrze wiedziałam, jaka jest sytuacja u niego w domu. Może nie najgorsza, ale dla Adriana za ciężka i tak do wytrzymania.
- Jesteś pewny? Może wszystko się zmieni – nie wiedziałam jak go przekonać, aby tylko nie popełnił samobójstwa.
- Nie zmieni się, chyba, że dopiero po mojej śmierci – stwierdził, patrząc na czubki swoich butów.
Wstałam z ławki trzymając dłoń Adriana, on również podniósł się z siedzenia. Stanęłam na palcach i wyszeptałam mu do ucha:
- Mam nadzieję na jeszcze jeden dzień.
Uśmiechnął się do mnie szeroko.
Ruszyliśmy do naszego ulubionego miejsca, jednak najpierw musieliśmy przejść przez park, oraz kawałek lasu, idąc polną dróżką.
Cały czas nasze palce są splecione ze sobą. Dotarliśmy na polanę oświetloną przez promienie słońca, na środku niej mieszczą się pozostałości po dużym drzewie, czyli wystające korzenia i kawałek pnia, resztę dębu już nie ma dawno została spalona u kogoś w piecu. Usiedliśmy, zaczęliśmy oglądać rosnącą wokół nas przyrodę. Mnóstwo wyrastających dopiero pędów dzikich porzeczek, jagód, fiołków dawało niesamowity krajobraz, pod tytułem: „Prawdziwa wiosna”.
Spojrzałam na dłoń Adriana, która dotykała moją, podniosłam nasze ręce do góry w stronę słońca.
- Nikt nie wie, co stanie się jutro czy za godzinę, nawet my sami nie wiemy, co zrobimy za jakiś czas – filozofował.
Uwielbiam słuchać jego mądrych myśli, które wypowiada na głos.
Chodzimy do równoległych klas, oboje nie wierzymy w Boga, dodatkowo mamy bardzo podobny charakter, więc chyba, dlatego się przyjaźnimy.
Zawiał mocny wiatr tak, że kilka kosmyków moich włosów zasłoniło mi pole widzenia. Chłopak się zaśmiał, widząc jak męczę się, aby je odpowiednio ułożyć. Spojrzałam na niego złowrogo, ale już po chwili też się śmiałam, gdy się opanowaliśmy, Adrian pomógł mi je ułożyć w jakimś jeszcze do zniesienia ładzie. Zaczęłam pukać paznokciami na drewnie prosty rytm. Kocham muzykę, a on za nią nie przepada, ale zawsze z uśmiechem słucha wymyślonych przeze mnie piosenek.
- Wymyśliłaś nową piosenkę?- spytał z uśmiechem.
- Tak, chcesz posłuchać? – uśmiechnęłam się poprawiając jego bujne włosy.
- Oczywiście, że chcę! – krzyknął.
Wyjęłam ze swojej torebki notes, w którym mam zapisane wszystkie wymyślone do tej pory teksty. Otworzyłam na odpowiedniej stronie. Wybijając ręką rytm na drewnie, zaczęłam śpiewać.
- Mi się bardzo podoba – powiedział z uśmiechem, gdy skończyłam.
Wtuliłam się w niego, a on jak zwykle objął mnie ramieniem. Siedzieliśmy w ciszy do póki nie zobaczyłam, iż robi się ciemno.
- Nie chcę, abyś mnie opuścił – wyznałam ze smutkiem.
- Nie chce cię opuścić, ale nie wytrzymam dalej w domu – cmoknął mnie w czubek głowy.
Mocno go przytuliłam, po czym wstałam. Obrzuciłam krótkim spojrzeniem okolicę, a pod koniec przyjrzałam się malowniczemu zachodowi słońca.
Czerwono – pomarańczowe słońce na fioletowym niebie. Do tego kwitnące drzewa spowijane jakby złotem, ale na prawdę to tylko promienie słońca.
- Muszę już iść – zauważyłam.
- Ja jeszcze tutaj zostanę – stwierdził.
Pochyliłam się nad nim i pocałowałam go w policzek. Uśmiechnął się, jednak w jego oczach czaił się smutek. Westchnęłam, spojrzałam raz jeszcze dokładnie badając jego wygląd.
Jasne blond włosy, duże niebieskie oczy, prosty nos, wydatne usta, a do tego chuda sylwetka z dość szerokimi barkami czyniła z niego przystojnego chłopca.
- Pa – uśmiechnął się blado.
- Żegnaj – wyszeptałam.
Odwróciłam się od niego i z ogromnym smutkiem, przygnębieniem wróciłam do swojego domu. Już jutro go nie zobaczę… Jednak warto mieć nadzieję, że nadal będzie żyć.
__________________________________________________________________________
Pierwszy rozdział… Mam nadzieję, że się wam spodobał. Nie napisałam, co śpiewa, bo nie mam pomysłów na żadne piosenki. Sądzę, że raczej nie uda mi się pisać dłuższych notek od tej.
Tagi:
ourlife
„Nasze skomplikowane życie…” tak właśnie chcę nazwać opowiadanie, które niedługo zacznę. Będzie to po prostu opowiadanie o zwykłych ludziach i codziennych, niecodziennych problemach młodych ludzi. Zapraszam do czytania!
Na bloblo jestem od dość dawna, pisałam już najróżniejsze opowiadania, ale myślę, że to będzie najlepsze.
Na bloblo jestem od dość dawna, pisałam już najróżniejsze opowiadania, ale myślę, że to będzie najlepsze.
Tagi:
ourlife


